MÓJ WŁASNY TEKST
KAJKA I KOKOSZA
ZBÓJCERZE
KONTRATAKUJĄ
Wstawało słońce. Nad wzgórzem wznosił się gród kasztelana
Mirmiła, ale ten jeszcze spał. Wtedy weszła jego żona, Lubawa.
- Wstawaj, Mirmiłku- Powiedziała do niego.- Dziś jest Dzień
Sportu.
- Nie czuję się zbyt dobrze, żono- Odpowiedział Mirmił.-
Okropnie boli mnie głowa. Nie mam ochoty w niczym uczestniczyć.
- Mirmiłku!
- Że też akurat musiała rozboleć mnie dzisiaj!
- „Z nim tak zawsze”- Pomyślała Lubawa.- „Nie wykiwa mnie
tym razem”.
Po czym złapała łoże i zaczęła je powoli przechylać. Mirmił
spadł na podłogę.
- Ale mi zimno!- Jęknął.
- Nie marudź, tylko idź ogłoś Dzień Sportu i poproś swoich
najlepszych wojów, żeby poszli na łowy.
Niedługo Kajko i Kokosz byli gotowi do wyjścia i zaczęli
opuszczać gród.
- Na pewno nie obejdzie się bez strzelania z łuku i rzutu
tobołkiem- Powiedział Kajko.
- Ja i tak nie przepadam za sportem- Mruknął Kokosz.
- Odrobina zabawy by ci nie zaszkodziła.
- Nie wiem, zastanowię się. Jakoś nie leży to w moim stylu.
Nagle Kokosz się potknął o kamień i upadł na ziemię.
- Dobra, ale nie musisz mnie od razu popychać!- Krzyknął
myśląc, że to był Kajko.
- To nie ja, tylko ten kamień na drodze. Zdaje się, że
ostatnio przypadło na ciebie, żebyś je sprzątnął z drogi.
- Leży jak wół na drodze i nie zauważyłem go!
W tym samym czasie w potężnej warowni Zbójcerze opracowywali
kolejny plan zdobycia Mirmiłowa. Kapral przyszedł do swojego herszta, Hegemona z
czymś niezwykłym.
- Gdzie byłeś, Kapralu?- Zapytał Hegemon.- Ominęło cię
śniadanie.
- Wybacz wodzu, ale wyszedłem na pół godziny na świeże
powietrze i przypadkowo spotkałem czarodzieja Birma.
- Birm? Chyba go kojarzę. Tak, to ten, co kiedyś naprawił
mój miecz!
- Dzięki niemu wpadłem na świetny i to bardzo prosty pomysł zdobycia grodu.
- Szybko, opowiadaj!
- Podarował mi ten oto pierścień. Według niego jest to
pierścień hipnozy. Jeśli to prawda, jeden z nas pójdzie zahipnotyzować
wszystkich jego mieszkańców i każe im się wynieść. A wtedy…
- Zaatakujemy! Kapralu, to doskonały plan!
- Tylko jak sprawdzić, czy to rzeczywiście hipnotyzujący
pierścień?
- No, tak. To jest problem.Wiem, wybierzemy ochotnika.
Po czym wraz z Kapralem poszedł na dwór i kazał Zbójcerzom
ustawić się w szeregu.
- NIECH ŻYJE KRWAWY HEGEMON!- Zawtórowali.
- Posłuchajcie- Zaczął.- Według czarodzieja Birma jest to
pierścień hipnozy. Możemy dzięki niemu zahipnotyzować mieszkańców Mirmiłowa.
Czy jest jakiś śmiały ochotnik?
Jeden z szeregu wypchnął Zbójcerza Ofermę.
- Oferma jak zwykle chętny do wszystkiego!- Oznajmił.
- To nie fair!- Zaprotestował Oferma.- Zrobiłeś to
specjalnie!
- Bądź cicho!
- Nie nadużywajcie mojej cierpliwości!- Wrzasnął Hegemon.-
Skoro tacy gadatliwi jesteście, zahipnotyzuję was obydwóch. Tratatata, tratatata,
jesteście teraz kurami!
Nic się nie wydarzyło.
- Z niego zrób kurę, wodzu!- Zawołał Oferma.- A ze mnie…
- Krowę!- Zażartował inny Zbójcerz i pozostali zaczęli się
śmiać.
- Czemu to nie działa?- Zdziwił się Hegemon.- Nie śmiać się,
tylko sprowadzić mi tu zaraz czarodzieja Birma! Niech ten dziad powie, jak
wykorzystać ten pierścień.
Niedługo grupa Zbójcerzy opuściła warownię w poszukiwaniach
czarodzieja. Kajko i Kokosz dotarli do lasu i zaczęli wypatrywać zwierzyny.
- Będziesz miał okazję poprawić swoją formę- Odezwał się
Kajko.
- Mam dobrze zbudowane ciało- Zapewnił Kokosz.- Jestem
silny, jakbyś nie zauważył.
- Ale masz wielki brzuch.
- Nie jestem gruby, tylko zaokrąglony!
- Ale sport jest przyjemny na świeżym powietrzu.
- Wiem, nie musisz mi o tym mówić.
Nagle przyjaciele usłyszeli czyjeś wołanie na skraju lasu.
- Na pomoc!!!- Odezwał się nieznajomy.- Dłużej tak nie
wytrzymam!!!
- To głos jakiegoś młodego chłopaka.- Zauważył Kajko.-
Dobiega stamtąd.
- Na pewno nie jest szczęśliwy – Domyślił się Kokosz.
Gdy przyjaciele dotarli na miejsce, zauważyli, jak
nieszczęśnik wisi na gałęzi drzewa trzymając się rękami. Pod nim znajdowała się miękka trawa.
- Ja się zabiję!!!- Wrzasnął znowu.- Ściągnijcie mnie,
dobrzy ludzie!
- Młody, wisisz pół metra nad ziemią, a ty się boisz?!-
Zapytał Kokosz.- Jak ci nie wstyd?
- On cierpi na jakąś poważną dolegliwość- Domyślił się
Kajko.
- Tchórzostwo, wiem!
- Nie, to coś znacznie gorszego.
- Nie gapcie się tak, tylko zdejmijcie mnie wreszcie!!!-
Zawołał znowu chłopak.
Przyjaciele pomogli mu zejść na ziemię. Jednak, gdy stanął
na trawie, szybko złapał się drzewa z powrotem.
- Co z tobą, chłopaku?!- Zapytał znowu Kokosz.
- Ta trawa mnie pokłuje! Do końca życia będę kaleką!!!
- Przecież trawa cię nie zje i nie zrobi ci krzywdy. Zobacz,
my po niej chodzimy i nic nam się nie dzieje.
- Lepiej natychmiast przestańcie, bo jeszcze coś wam się
stanie! Rety, nie mogę na to patrzeć!!!
Dwaj przyjaciele wzruszyli ramionami i przykucnęli obok
chłopaka. Nie był odziany zbyt dobrze. Jego prawa nogawka była pobrudzona
błotem i miał podartą marynarkę.
- Jak masz na imię?- Zapytał spokojnie Kajko.- Nie zrobimy
ci krzywdy. Zaufaj nam.
- Rufus- Odpowiedział w końcu chłopak.- Jak widać, cierpię
na nieznaną chorobę. Boję się wszystkiego, nawet własnego cienia! Mam tak od
dziecka.
- My jesteśmy Kajko i Kokosz. Zabierzemy cię do grodu
naszego kasztelana Mirmiła i spróbujemy ci pomóc.
- Gdzie są twoi rodzice?- Dopytał Kokosz.
- Mój tata poszedł walczyć z groźnymi rozbójnikami i już nie
wrócił, a mamie pomagałem przy pracy w ogrodzie. Sadziła warzywa.
- To czemu tam nie jesteś?
- Chciałem tylko przejść się i ochłonąć świeżym powietrzem, ale jak widać zaszedłem
naprawdę daleko i zgubiłem się.
- Ale jakim cudem znalazłeś się tutaj, skoro boisz się
chodzić po trawie?
- Cały czas szedłem chodnikiem, dopóki nie zboczyłem z
trasy. Ach, umrę tu ze strachu!!!
- Nie panikuj- Uspokoił go Kajko.- Najpierw weźmiemy cię do
grodu, a potem wymyślimy, co dalej.
- Dobrze, tylko uważajcie na mnie.
Kajko i Kokosz pomogli wstać chłopakowi i powoli zaczęli iść
przed siebie, dopóki nie doszli na chodnik.
- Co za niebieska opaska na twoim ramieniu?- Zainteresował
się Kajko.
- Dostałem ją od ojca gdy zauważył, jak reaguję- Wytłumaczył
Rufus.- Niebieski kolor zawsze mnie uspokaja, za to na krwisty, czerwony nie
mogę patrzeć!!!
- „To rzeczywiście poważna dolegliwość”- Zauważył Kokosz.-
„Źle interpretuje wszystko, co się wokół niego dzieje, a szkoda.
Wtem przed całą trójką wyskoczył zając, który czmychnął na
drugą stronę chodnika i zniknął w trawie. Jednak Rufus widząc go wrzasnął na
cały głos jak opętany i złapał się szyi zaskoczonego Kokosza.
- Zająca się boisz, tchórzu?!! Wstydź się!- Zirytował się
Kokosz.
- Nie krzycz, proszę!!! To mnie stresuje!- Wrzasnął Rufus.
- W tym tempie do wieczora nie wrócimy do grodu.
- Daj mu spokój, Kokosz, on taki jest i nic tego nie zmieni-
Odparł Kajko.
- A jak cię musnę leciutko palcem, to co?
Chłopak zrobił wielkie oczy i znowu wrzasnął.
- Co za ból!!! Nie dotykaj mnie!!!
- Widzisz, co zrobiłeś?- Nie wytrzymał Kajko.- Ma łzy w
oczach!
- Tylko lekko go dotknąłem i już awantura- Odpowiedział
Kokosz.
- Chciałbyś, żeby ktoś tak ciebie szturchał?
W końcu wyczerpani przyjaciele z nieszczęśliwym chłopakiem
dotarli pod bramę grodu.
- Dziś organizujemy Dzień Sportu- Oznajmił Kokosz.- Czy
lubisz…
- Oczywiście, że nie!!!- Wrzasnął po raz kolejny Rufus.- To
prawdziwe pole bitwy dla mnie!!!
- Ale nie musisz tak krzyczeć, zaraz mi uszy odpadną!
- Co to za wrzaski?- Zapytał Mirmił, zauważając swoich
wojów.
- Wybacz nam, kasztelanie, ale wracamy z niczym- Oznajmił
Kajko.- Musieliśmy zabrać ze sobą tego chłopaka, który zabłądził w lesie i nie
wie, jak wrócić do domu.
- Ojej- Powiedział na to Mirmił.
Gdy Kajko i Kokosz dotarli do grodu, opowiedzieli także
wszystko Lubawie.
- Bidulek- Posmutniała.- Niech zostanie z nami.
- Boi się nawet chodzić po trawie- Dodał Kokosz.- Nie chce
się pokłóć. Dla niego źdźbła trawy są igłami.
Mieszkańcy grodu postanowili przygotować jedzenie dla
młodego gościa ze swoich zapasów żywnościowych.
- Jedz śmiało- Zaczął Kokosz.- Potrzebujesz dużo siły.
- I tak nie będę brał udziału w tych głupich zawodach
sportowych- Mruknął Rufus.
- Przecież my cię nie zmuszamy.
- Mama niepotrzebnie się martwi o mnie.
- Wiemy i zrobimy wszystko, co konieczne- Powiedział Kajko.
- Gdzie mieszkasz?- Zapytał Mirmił.
- W małej przyjaznej osadzie, naprawdę daleko stąd. Mama
uważa, że strach mam wrodzony. Nie ma na to lekarstwa. Takie już moje głupie
szczęście.
- Jedyne co, to stale potrzebujesz opieki?- Zauważyła
Lubawa.
- Dokładnie. A jak się boję głupich rzeczy, to ludzie biorą
mnie za dziwaka.
Nagle przed twarzą chłopaka pojawiła się mucha. Od razu
zareagował.
- Ach!!! Zabierzcie to ode mnie!!!- Wrzasnął.- Zaraz mnie
pogryzie!!!
Aż spadł z krzesła i przez chwilę wymachiwał rękami.
- Piekielny krzyk.- Odparł Mirmił.- Ledwo mogę wytrzymać.
- Przepraszam, to nie moja wina, tylko genów- Wytłumaczył
Rufus.- Odleciała?!
- Tak. Usiądź na spokojnie- Powiedział Kajko.
- Naprawdę nie chcę okazywać strachu, ale to dzieje się samo
z siebie. Mój organizm sam tak reaguje!
- Wiemy. A przynajmniej domyślamy się.
- Coś ci powiem, Rufusie- Wtrącił się Kokosz.- Mężczyźni
muszą być odważni i stawać w obronie swoich rodzin i przyjaciół. Na pewno to
wypracujesz.
Po czym objął chłopaka ramieniem zapominając o jednej
rzeczy.
- Nie dotykaj mnie!!!- Krzyknął i uderzył pięściami w stół,
aż miski podskoczyły.- Myślałem, że ktoś obcy mnie zaczepił!
- Dzięki tobie na pewno nie będzie mężczyzną, Kokosz!- Zwrócił
uwagę Kajko.
- Oj tam, zapomniało mi się- Odpowiedział Kokosz.
- To proszę nie zapominać! Mam wrażliwe uosobienie!
- Rozumiem, ale nie krzycz tak. Ja już nie krzyczę.
Krzyk przewrażliwionego chłopaka słychać było na cały gród.
Jego mieszkańcy musieli to znosić. Tymczasem w warowni Zbójcerze nareszcie
odnaleźli i sprowadzili czarodzieja Birma.
- Powiedz mi ty stary głupcze, jak mam tym czymś
zahipnotyzować, kogo chcę?!- Zapytał Hegemon.- Już testowałem ten przedmiot i
nie zadziałał.
- To jest niezwykły pierścień, Hegemonie- Odpowiedział
mędrzec.- Jeśli chcesz nim kogoś zaczarować, musisz być maksymalnie skupiony i
opanowany. A nie denerwować się.
- Oferma, do mnie!
- Dlaczego znowu ja?!- Zapytał Zbójcerz.
- Weźmiesz udział w czarodziejskim teście.
- Ja protestuję!
- Masz tu natychmiast podejść, albo każę posiekać cię na
plasterki!!!
- A czy jak podejdę, to czy mogę zrobić, o tak?!- Oferma
wyrwał pierścień z rąk Hegemona. Zbójcerze stojący w szeregu zaniepokoili się.
- Oddaj mi pierścień, dobrze ci radzę- Powiedział Hegemon.-
A nic ci nie zrobimy.
- Ja też mam prawo zarządzać w doświadczeniach! Ciągle mnie
tylko w nich wykorzystujecie!
Po czym skierował pierścień na Kaprala.
- No, no, tylko spokojnie!- Zawołał, ale cały czas się
patrzył na niego.
- Odwróć wzrok, gamoniu!- Powiedział do niego Hegemon, ale
Oferma się w pełni opanował i zdążył wypowiedzieć słowa:
- Jesteś teraz psem!
Nic się nie wydarzyło.
- Cha, nic mi się nie stało!- Oznajmił Kapral.- No cóż, jak
widać, Oferma się do tego nie… Chau! Nadaje.
- Eh, Kapralu, twój głos zabrzmiał jakoś dziwnie- Zauważył
ktoś z szeregu.
- To znaczy… Chau! Chau! Jak?!
- Źle z nim!- Zbójcerze popadli w panikę.- Oferma zrobił z
niego psa podwórzowego!
- Cofnij to!!!- Zaprotestował Kapral.- Albo cię…
- Nie! Jesteś psem, psem i jeszcze raz, psem!- Zapowiedział
Oferma.
W końcu Kapral przestał wydawać z siebie ludzki głos, tylko
zaczął szczekać i chodzić na czterech kończynach. Hegemon postanowił dać
Ofermie jedną szansę.
- Och, Ofermo, jak mogłem w ciebie zwątpić?- Zapytał.- W
nagrodę pójdziesz do Mirmiłowa i zahipnotyzujesz wszystkich, podkreślam
WSZYSTKICH jego mieszkańców dziś wieczorem. Wychodzi na to, że najlepiej się
nadajesz do tej misji. A wy nie trzęście się tak!
Zbójcerze stojący w szeregu nie mogli się uspokoić.
- Niech tak będzie, tylko proszę, nie hipnotyzuj nas!- Błagał
jeden z nich.
- Jasna sprawa- Odpowiedział Oferma ze stoickim spokojem.-
Jestem najlepiej opanowany z was wszystkich, wy się tylko denerwujecie. Bez
urazy. A ponieważ Kapral jest psem, teraz przynajmniej będzie trochę ciszej.
- Cieszę się z twojej powagi, ale czy mogę już wreszcie
sobie iść?!- Czarodziej Birm zaczął się niecierpliwić.- Muszę udzielić terapii chorym
osobom, które mają dzisiaj u mnie wizytę.
- Tak, tak, oczywiście- Hegemon nie zwrócił wcześniej na to
uwagi.- Jesteś wolny, dobry człowieku.
Niedługo czarodziej ruszył w swoją stronę i minęło
piętnaście minut. Wtedy Hegemon pacnął się ręką w czoło.
- Rety!- Zawołał.- Zapomniałem go zapytać, jak odwrócić
proces hipnozy.
- Nic nie szkodzi, wodzu- Oznajmił Oferma.- Kapral jest naprawdę
świetnym psem.
- Ale może nim pozostać na dobre! Poczekajmy jeszcze chwilę.
Jak hipnoza sama nie minie, osobiście każę ci ją cofnąć.
- Muszę to robić?!
- Nie sprzeciwiaj mi się, bo przestaniemy okazywać ci
szacunek!!!
- Dobrze, zrobię wszystko, co każesz, wodzu!
W tym samym czasie w Mirmiłowie Rufus zjadł śniadanie, a
Kajko i Kokosz postanowili oprowadzić go po całym grodzie. Musieli starać się
unikać niepotrzebnego dotykania go.
- Z nami będziesz bezpieczny- Zapewnił Kajko.
- A jak wrócę do domu?- Zapytał Rufus.
- Jeszcze nie wiemy, myślimy nad tym.
- Mam ciotkę czarownicę- Dodał Kokosz.- Jest niezastąpiona w
swojej dziedzinie.
- Czarownicę?!!
- Uspokój się. Wymyśla różne wynalazki, które ułatwiają nam
życie. To dobra kobieta, nie ma się czego bać.
Nagle przyjaciele usłyszeli odgłos znajomego zwierzęcia.
- Niech to- Zmartwił się Kajko zauważając, o co chodzi.
- O, mamo, co to jest?!!- Przestraszył się Rufus.
- Nasz smok, Miluś- Odpowiedział Kokosz, gdy zwierzę
podeszło do nich.- Uwielbia się bawić.
Rufus nie wytrzymał i uciekł z krzykiem. Miluś popędził za
nim.
- ZABIERZCIE TĄ BESTIĘ ODE MNIE! ZARAZ MNIE POŻRE!!!-
Zawołał chłopak ze strachu.
- Źle z nim- Odparł Kokosz.
- To było do przewidzenia- Zauważył Kajko i pobiegli za
chłopakiem.
Mieszkańcy Mirmiłowa z zaskoczeniem patrzyli na
wystraszonego chłopaka. Niektórzy zatkali sobie uszy nie mogąc znieść jego
panicznego krzyku. Rufus szybko wspiął się na najbliższe drzewo i wszedł na
jedną gałąź, ale dość niską, bo miał lęk wysokości. Jednak Miluś nie ustępował.
- ZJEŻDŻAJ STĄD!!!- Dodał chłopak i zrobił się zielony na
twarzy.- PRZEPADNIJ!!! NIECH CIĘ NIE WIDZĘ!!!
- Czy on musi się tak drzeć?!- Jeden z mieszkańców grodu nie
wytrzymał. Był to rolnik.
- No, już dosyć, Miluś!- Odezwał się Kajko.- Zostaw Rufusa!
Razem z Kokoszem podszedł do drzewa, a smok odsunął się na
bok.
- On jest straszny!!!- Chłopak nie przestawał desperować i
nadal siedział na gałęzi.- Nie chcę go więcej widzieć!!!
- Darłeś się, jakby cię obdzierali ze skóry!- Zezłościł się
Kokosz.
- I będę krzyczał, jak będzie mnie Pan stresował, Panie
Kokosz!!!
- To jest taki kochany smok, nikomu nie zrobił krzywdy-
Mówił na spokojnie Kajko.- Nie reaguj w ten sposób, Rufusie. Nie bierz
wszystkiego na poważnie.
- Na razie nie mam do niego zaufania- Jęczał chłopak.- Zabierzcie
go, bo zrobi mi się niedobrze!
- „Narobił ogromnego wrzasku na widok muchy”- Przypomniał
sobie Kokosz.- „Aż strach pomyśleć, co by zrobił, gdyby zobaczył na żywo
naszych nieustępliwych Zbójcerzy”.
- Kokosz, odprowadź Milusia w bezpieczne miejsce- Poprosił
Kajko.
Kokosz spełnił prośbę przyjaciela. Głos Rufusa usłyszeli Mirmił
i Lubawa. Wyszli na dwór.
- Co to może być za dolegliwość???- Zastanawiał się
kasztelan.-Boisz się dosłownie wszystkiego.
- To już wiem, proszę mi tego nie powtarzać!- Odezwał się
Rufus.- Dodatkowo, przez tego smoka nie mam odwagi zejść z drzewa!
- Daj mi rękę- Powiedział Kajko.- Pomogę ci.
- Tylko ostrożnie proszę. Jak spadnę, to się potłukę!!!
Niedługo chłopak nareszcie znalazł się na dole. Ostrożnie
postawił stopy na ziemi.
- Chodźmy do mojej ciotki- Zaproponował Kokosz.- O wszystkim
jej opowiemy i na pewno ci pomoże.
- Dobrze, ale nie zostawiajcie mnie z nią samego!- Błagał
Rufus.
- Będziemy cały czas przy tobie- Zapewnił Kajko.- Na sekundę
nie spuścimy cię z oka. Włos ci z głowy nie spadnie.
- Będziemy musieli rozpocząć zawody sportowe bez was-
Zauważył Mirmił.
- Nic nie szkodzi- Oznajmił Kokosz.- Ja i tak za nimi nie
przepadam. Jak on zresztą.
- Idźcie już, żeby nie patrzył na to- Martwiła się Lubawa.-
Uważajcie na siebie.
Niedługo Kajko i Kokosz wraz z Rufusem opuścili gród i
przebyli niedaleką drogę, ale trwało to długo, ponieważ Rufus czujnie się rozglądał
na boki i uważnie nasłuchiwał leśnych dźwięków, które go przerażały. Niestety
nie zauważył leżącego na drodze kamienia, potknął się i upadł.
- No nie!- Powiedział Kajko.- Zaraz się zacznie.
- SKALECZYŁEM SOBIE KOLANO!!!- Wrzasnął Rufus.- UMIERAM!!! NIE
WYTRZYMAM DŁUŻEJ!!!
- Zachowujesz się jak małe dziecko- Zwrócił mu uwagę
Kokosz.- Ile ty masz lat?!
- Ucisz się wreszcie, bo wypłoszysz leśne zwierzęta- Dodał
Kajko.
- Poza tym, to tylko zadrapanie i nic więcej.
- Wcale nie!- Krzyknął panicznie Rufus.- NIC PAN NIE WIE O
BÓLU!!!
- Ale mi dzwoni w uszach- Kokosz złapał się za głowę.- I nawet mnie nie proście, żebym posprzątał również te kamienie! Nie jestem spychacz.
Wtedy z naprzeciwka nadszedł znajomy rozbójnik Łamignat.
- Kto tak wrzeszczy, lelum, polelum?- Zapytał.
- Czołem, Łamignacie- Przywitał się Kokosz.- Prowadzimy tego
tchórzliwego chłopaka do twojej żony, bo wszystkiego się boi.
- „Ach, a co jeśli Łamignata też się…”- Zaczął myśleć Kajko
i nie dokończył, ponieważ rozległ się kolejny wrzask.
- ZABIERZCIE TEGO NIEDŹWIEDZIA ODE MNIE!!!- Krzyknął Rufus, a
Kokosz zdążył go złapać, zanim wziął nogi za pas.
- Niedźwiedź? Gdzie?!- Zapytał Łamignat i zniknął w
gęstwinie lasu.- Zaraz go palnę maczugą, lelum, polelum!
- Szybko, to nasza szansa- Oznajmił Kajko.- Łamignat jest
przekonany, że Rufus zobaczył niedźwiedzia. Możemy iść w ciszy.
- Dobrze, pójdę dokąd zechcecie, tylko niech Pan mnie
puści!!!- Zawołał chłopak, bo Kokosz nadal go trzymał za ramię.
- Nie wytrzymam zaraz!- Kokosz spróbował powstrzymać
wściekłość.- Jak mam się tu u licha z nim obchodzić? Jak z jajkiem?!
W końcu przyjaciele wraz z rozproszonym chłopakiem dotarli
do chatki czarownicy Jagi i o wszystkim jej opowiedzieli.
- Ciężki przypadek- Oznajmiła Jaga po przebadaniu Rufusa.- Chłopak
cierpi na zaburzenie psychiczne. Ciągle męczą go stany lękowe na najgorszym
poziomie.
- Dotknąć go nawet nie można bez powodu- Dodał Kokosz.- Bo
ciągle wydaje mu się, że ktoś go goni albo zaczepia.
- I co najważniejsze, wniosek jest taki, że pod żadnym
pozorem bez względu na wszystko, nie wolno wam zostawić go samego- Ostrzegła
czarownica.
- Już sami to zauważyliśmy- Mruknął Kajko.- Miał dużo
szczęścia, że odnaleźliśmy go w lesie.
- Nie ma na to skutecznego lekarstwa, ale mogę zaparzyć mu
ziółek, które na jakiś czas złagodzą stres.
- Nigdy wcześniej czegoś takiego nie piłem- Odezwał się
Rufus.- Jaki to ma smak?
- Bardziej gorzki, ale na pewno dasz radę, młody człowieku.
Zobaczysz, że od razu poczujesz się lepiej.
Po paru chwilach Jaga wróciła do gości, a Rufus powoli wypił
ciepły napój.
- Jak samopoczucie?- Zapytał Kokosz.
- Czuję się lepiej. Dziękuję- Odpowiedział Rufus.
Nagle z lasu znowu wyszedł Łamignat.
- Niedźwiedź dostał za swoje, lelum!- Oznajmił.
- Jeszcze jego nam tu brakowało- Załamał się Kajko i obydwaj
zasłonili Rufusowi oczy.
- Czy to znowu ten potwór?!!- Zaniepokoił się.
- Nawet do niego nie podchodź, obwiesiu!- Zawołał Kokosz.-
Jakiś czas temu przestraszyłeś go!
- Ciszej…
- Czy ja wyglądam na potwora?!- Obraził się rozbójnik i
upuścił swoją maczugę.- Buu! Jeśli tak, to już nigdy więcej nawet nie tknę tego
bezbronnego człowieka! Buu!
Czarownica Jaga go uspokoiła.
- Nie o to chodzi, Łamignatku- Odezwała się.- On ma
zaburzenie psychiczne i przeraża go wiele rzeczy. Jeśli chcesz się na coś
przydać, to idź obrabuj bogatych i rozdaj ubogim.
- Tak zrobię, żono!
Po czym znowu zniknął. Rufus doszedł do pewnego wniosku.
- Co słyszałem?!- Zapytał.- Nie powinien tego robić! Łamie
prawo!
- To jego obowiązek- Odpowiedział Kokosz.- Zostało mu to
nakazane i nie ma w tym nic złego.
- To są trudniejsze sprawy- Dodał Kajko.- Nie zrozumiesz
tego.
- Niepotrzebnie się oddalałem od swojego domu. Dlaczego nie
słuchałem mamy? Dobrze wie, że sam się boję. Gdyby mój tata tu był, wiedziałby,
co robić.
- A kiedy on dokładnie wyruszył na tą walkę?
- Parę dni temu. Strasznie się martwię o niego. I wiem, że
nie śpi, bo on martwi się o mnie.
- Trochę smutne- Skomentował Kokosz.- Dobrze, że twoi
rodzice żyją.
- Jeśli chodzi o tatę, to mój rozum podpowiada mi, że żyje i
myśli o mnie. Wiem to. Kiedy odczuwam wielki strach, wystarczy tylko, że
spojrzę na tą opaskę od niego i od razu mi lepiej.
- Wiemy, jak się czujesz- Mruknął Kajko.- Różnie ludzie
reagują. Trzymajmy kciuki za twojego tatę.
- Więcej wiary w siebie i na pewno będziesz odważny-
Pocieszył Kokosz, nie dotykając go.
- Chciałabym zaprezentować jeszcze mój najnowszy wynalazek i
podarować wam go, zanim wrócicie do grodu- Odezwała się nagle Jaga. Cała trójka
podeszła do niej.
- Patrzymy uważnie, ciociu- Powiedział Kokosz.- Pokazuj.
Czarownica wyciągnęła przedmiot ze swojej chatki.
- Moi drodzy, to kask samoobronny- Oznajmiła.- Może bardzo
wam się przydać podczas kolejnej bitwy.
- Chcę go wypróbować!- Zgłosił się Kokosz i podszedł do
Jagi. Włożyła mu kask na głowę.
- Widzisz, Rufusie?- Zwrócił mu uwagę.- Bierz przykład ze
mnie. Jestem odważny i teraz się nie zlęknę.
- Góra, las, piasek, krzemień, niech się tu pojawi kamień!- Jaga
wypowiedziała nagle magiczne zaklęcie.
- Ciociu, co ty?!- Zaniepokoił się Kokosz i chwilę później
nad jego głową pojawił się ogromny głaz, ale jak spadł, kask rozbił go na
kawałki.
- Hej, nic mnie nie boli!- Zorientował się Kokosz.- Cudowny
wynalazek! Ten kask bierze kataklizmy na siebie!
- I może uratować wam życie- Dodała Jaga.- Zatrzymajcie go.
Przeczuwam, że będziecie go potrzebować.
- To było straszne!- Przeraził się znowu Rufus.- Mógł sobie
zrobić krzywdę!
- Zaufaj moim czarom, kochanie. Będziecie musieli spróbować
prędzej czy później odprowadzić go do domu. To nie jest odpowiednie miejsce dla
niego.
- „Mam nadzieję, że nie napotkamy po drodze Zbójcerzy”-
Kokosz najbardziej się tego obawiał. I niestety on, Kajko i Rufus nie zdawali
sobie sprawy z nadciągającego zagrożenia. Było już południe. Zbójcerze
przygotowywali swoje bronie do wieczornej walki.
- Ostrzyć więcej mieczy!- Odezwał się jeden.- To będzie
ciężka akcja!
Kapral nadal był świadomy tego, że jest psem. Biegał na
czterech kończynach po całym podwórzu i szczekał jak pies.
- I hipnoza nie minęła- Zauważył Hegemon.- Ofermo, odczaruj
go!
- Dobrze, niech będzie, dam mu drugą szansę- Odparł Oferma i
skierował pierścień w stronę Kaprala.- Już nie jesteś psem, tylko Zbójcerzem.
Zbójcerzem!
Nic się nie stało.
- Spróbuj się bardziej skupić- Doradził Hegemon.
Oferma znowu spróbował i nic.
- Wybacz wodzu, umiem tym zahipnotyzować drugą osobę, ale najwyraźniej odwracanie procesu to dla mnie czarna magia!- Zauważył.
Hegemon pacnął się ręką w czoło.
- No to w zamian idź teraz do Mirmiłowa i zaczaruj
wszystkich jego mieszkańców. Im szybciej, tym lepiej, ruszaj.
- Tak zrobię!
Oferma opuścił warownię i udał się w kierunku grodu.
- A Kaprala niedługo trzeba będzie nauczyć odpędzać
nieprzyjaciela- Pomyślał Hegemon.- Skoro ma zamiar pozostać psem. I zacząć go
szorować, żeby usunąć z niego pchły.
- Mnie już zaczyna swędzieć!- Odezwał się nagle jeden ze Zbójcerzy.
- I mnie też!- Odparł inny.- Może teraz go wyszorować?
- Ja powiem, kiedy go wykąpać, jeszcze nie teraz!- Krzyknął
Hegemon.- Jazda mi stąd!
Kiedy Oferma dotarł pod bramę grodu, zauważył, jak jego
mieszkańcy upajają się najlepszą zabawą. Jedni strzelali z łuku, inni rzucali
do celu, a jeszcze inni urządzili mecz, w którym zamiast piłki nożnej służył im
worek piasku. Jednak widząc Ofermę nie byli zadowoleni.
- Co ten włóczęga tu robi?!- Zapytał jeden z mieszkańców
grodu.- Normalnie prosi się o kłopoty!
- Proszę o spokój, nie chciałem tu przychodzić, ale
musiałem!- Powiedział Oferma.
Wtedy z grodu wyszedł Mirmił.
- Czego chcesz?!- Zapytał.
- Przychodzę tu z rozkazu Hegemona- Tłumaczył.- Kazał mi tym
oto pierścieniem zahipnotyzować was wszystkich, żeby mógł podbić wasz gród.
- Co słyszę?!! Skandal! Zaraz ja ciebie zaczaruję, huncwocie!
Nie jesteśmy idiotami!
Po czym wyrwał Ofermie pierścień. Ten się zaniepokoił.
- Błagam, nie!- Zawołał.- Nie rób ze mnie jakiegoś głupiego
zwierzęcia!
- Wynoś się stąd i nie wracaj!- Zawołał kasztelan, ale
Oferma nie poddał się czarowi hipnozy. Zdał sobie ze wszystkiego sprawę.
- „Nie wiedzą, że trzeba być opanowanym”- Pomyślał i zabrał
pierścień z powrotem.
- Czemu to nie zadziałało?!- Zaskoczył się Mirmił, ale
Oferma opanował umysł i powiedział słowa:
- Opuście to miejsce jak najszybciej, wynoście się głęboko w
las.
Mirmił i inni mieszkańcy grodu zaczęli się plątać. Lubawa
dostrzegła męża.
- Mirmiłku!- Zawołała ze strachu, ale niedługo ona także
została zahipnotyzowana.
Po paru chwilach Oferma zauważył, że gród jest pusty.
- Udało mi się- Ucieszył się.- Nie wierzę w to! Zaczarowałem
wszystkich mieszkańców tego grodu! Poszli w las!
Nagle z grodu wybiegł smok Miluś i szybko odebrał Zbójcerzowi pierścień.
- Oddawaj to, pokrako!- Zdenerwował się, ale smok zdążył się
ukryć.
W tym samym momencie z kryjówki dostrzegli go Kajko, Kokosz
i Rufus.
- Nie, jeszcze on!- Poczerwieniał Kokosz.
- Kto to jest?!- Zapytał niepewny siebie Rufus.
- Lepiej, żebyś nie wiedział- Mruknął Kajko.- Co robimy?!
- Zaczekajcie tu, pogadam z nim na spokojnie- Odpowiedział
Kokosz i ruszył przed siebie. Gdy dotarł do grodu, zobaczył, jak Oferma szuka
pierścienia.
- Hej, Ofermo, co jest grane?- Zapytał Kokosz.- Co
zrobiłeś?! Dlaczego gród jest pusty?!
- Aj!- Przestraszył się Zbójcerz.- Nie twoja sprawa,
grubasie, odsuń się!
- Gdzie są grodzianie?!!- Kokosz podniósł głos.- Gadaj, bo
jak nie…
- Dobrze, już dobrze, powiem wszystko! Jestem tu z rozkazu
Hegemona! Kazał mi zahipnotyzować magicznym pierścieniem wszystkich mieszkańców
waszego grodu, bo dziś w nocy go zaatakujemy. Więc ich zahipnotyzowałem i…
- Jak to: Zahipnotyzowałeś?!! Masz tu ich natychmiast
sprowadzić z powrotem!
- Niestety wasz przerośnięty smok w ostatniej chwili mi go
odebrał. Ale nawet, jak go znajdę, nie będę potrafił tego zrobić, bo okazało
się, że potrafię tylko kogoś zaczarować. Wybacz.
Kokosz popadł w furię i złapał Ofermę za kaftan.
- TY GAMONIU!!!- Wrzasnął.- ZEJDŹ MI Z OCZU, PÓKI JESTEM
DOBRY!
- Puszczaj mnie, obżartuchu!- Zawołał Oferma i uderzył ręką
w jego kask na głowie. Ręka zaczęła go piekielnie boleć.
- AAAAAUUUUU!- Zawył z bólu.- Co ty masz na głowie? Kowadło?!!
- To twoja nauczka za chciwość. Wystarczy?!
- Tak, tak jak najbardziej, więc teraz daj mi w spokoju
wrócić do swoich, bo cię pozwę!
- Zjeżdżaj i powiedz Hegemonowi, że czeka go kolejna
porażka.
Gdy Oferma uciekł z powrotem do warowni, Kokosz poszedł po
Kajka i Rufusa. Gdy znaleźli się w grodzie, Kajko zapytał:
- Co to ma znaczyć?
- Stało się coś strasznego- Wyjaśnił Kokosz.- Podobno ten
hultaj zahipnotyzował wszystkich grodzian, kazał im się wynieść i teraz grozi
nam ATAK ZBÓJCERZY.
- Rety, rety, rety, rety…- Zaniepokoił się Kajko.- Jeśli to
prawda, jesteśmy zdani tylko na siebie. Muszę pozbierać myśli.
- Mają zaatakować wieczorem.
- A kim są ci Zbójcerze?!- Rufus nie wytrzymał z
ciekawości.- Chcę wiedzieć!
- Naszymi najgorszymi wrogami.- Wyjaśnił w końcu Kokosz.-
Nic tu po tobie.
- Chcę wam pomóc w walce z nimi.
- Że jak?!
- Kokosz, obawiam się, że nikt nas nie wesprze poza nim-
Zauważył Kajko.
- Nigdzie go nie wezmę- Zaprotestował Kokosz.- Ten
strachliwiec boi się wszystkiego! Za grosz nam nie pomoże.
- Jesteście moimi jedynymi przyjaciółmi i nie zostawię was.
Ocaliliście mnie. Ciało mam tchórzliwe, ale wierzę, że serce lwa. Pomogę wam-
Odpowiedział Rufus.
Nagle zorientował się, że na studni, obok której cały czas stali,
siedział pająk. Chłopak przestraszył się go panicznie.
- Dobry pajączek- Wymamrotał.
- Ta, jasne, już to widzę- Zwątpił Kokosz.
- Przepraszam, będę się starał opanować swój strach. Nie
pozwolę mu ujawniać się.
- Chodźmy do naszej chaty, tam wymyślimy plan- Zaproponował
Kajko.- Do wieczora zostało zaledwie parę godzin.
- Dobrze, ale nie będę opracowywał planu zdetronizowania Zbójcerzy
z pustym żołądkiem- Powiedział nagle Kokosz.- Zaraz wracam. Głód spowalnia myślenie.
- Naprawdę, czy tylko oszukujesz?- Kajko zrobił dziwną minę.
- Miałbym oszukać przyjaciela? Nonsens! Zaraz wracam.
Po czym poszedł do stołu z jedzeniem na dworze
pozostawionego przez mieszkańców grodu i pochłonął ogromne udko kurczaka, a
potem jeszcze przegryzł jabłkiem. Rufus znowu się przestraszył.
- Niech uważa, bo pęknie!- Zawołał.- I będą go zeskrobywać
ze ściany!
- Nie bój się- Uspokoił go Kajko.- Kokosz wie, co robi. Z
przejedzenia jeszcze nikt nie pękł.
Rufus próbował powstrzymać swój lęk przed byle czym, ale
okazało się, że to nie takie proste. A Kajko patrzył z entuzjazmem na
przyjaciela. Kiedy Kokosz się najadł, poszli do chatki. Nie zauważyli, że z
ukrycia obserwował ich smok Miluś. Tymczasem w warowni Kapral zaczął głośno szczekać.
- Ucisz się wreszcie, zaraz uszy mi odpadną!- Zezłościł się
Hegemon.- Jeśli chcesz pozostać psem, to przydaj się na coś. Nauczymy cię
rozpoznawać wroga i przyjaciela. Niech mu ktoś przyniesie kość!
Wtem do warowni zaczął zbliżać się zdyszany Oferma.
- Wodzu!- Zawołał z daleka.- Niestety, ale twój plan nie
wypalił perfekcyjnie!
- Co?- Zapytał herszt.- Otworzyć bramę! Natychmiast!
- Czego on w końcu chce?!- Nie wytrzymał jeden z
wartowników.- Kość, czy otwarcie bramy? Niech się zdecyduje!
Kiedy Oferma znalazł się na dworze warownym, Kapral warknął
na niego.
- Tylko spokojnie, miało być ciszej!- Oburzył się Oferma.
- Mów, o co chodzi?- Zapytał Hegemon.
- Zahipnotyzowałem prawie wszystkich mieszkańców grodu, ale Kajko
i Kokosz nadal są wolni. Oni w tym czasie byli w innym miejscu i przepędzili
mnie!
- Nic nie szkodzi. Ich jest tylko dwóch, a nas cała masa.
Obrócimy ich w drobny mak! Sami nie dadzą nam rady.
- Niestety, w ostatniej chwili ich smok odebrał mi twój
pierścień, wodzu…
To zdanie nie zadowoliło Hegemona i złapał Ofermę za kaftan.
- BĘDZIESZ WISIAŁ!- Wrzasnął.- Czy mówiłeś im, że trzeba być
opanowanym, żeby kogoś zaczarować?!
- Tu o niczym na szczęście nie wspomniałem, ale ten smok
pojawił się dosłownie znikąd! To nie moja wina! Nie moja!
- Oby nie odkryli tajemnicy tego pierścienia- Zaniepokoił
się herszt.- Dobrze, powiedzmy, że masz wybaczone.
- Dzięki, ci wodzu!
- A ty czego chcesz, bęcwale?!- Zdenerwował się Hegemon, bo
Kapral stanął na nogach i wystawił język jak pies, prosząc o coś.
- Gdzie jest ta kość, u licha?!!- Nie wytrzymał herszt.
W końcu grupa Zbójcerzy przyniosła ogromną kość dla Kaprala.
- Mamy ją!- Oznajmił jeden.- Ale to nie było takie łatwe.
Przeszukaliśmy całą spiżarnię! Jak będzie bardzo głodny, pewno będzie chciał
zjeść wszystkie nasze zapasy.
- Przynieść mu jeszcze kawałek mięsa i trochę wody- Dodał
Hegemon.- I myślę, że mu wystarczy. Jak to zrobicie, przygotować się do walki,
bo o zmierzchu ruszamy na Mirmiłowo.
W grodzie Kajko, Kokosz i Rufus byli coraz bardziej
zaniepokojeni nadciągającym atakiem przeciwników. Siedzieli w chatce i
obmyślali plan.
- To nasza pierwsza sytuacja, kiedy sami musimy odeprzeć
napaść Zbójcerzy- Zaczął Kajko.
- To prawda- Przyznał Kokosz.- Obawiam się, że będziemy
musieli wykazać się odwagą i cierpliwością.
- Trzeba przygotować niezbędne narzędzia do obrony grodu. Ja
pójdę po mój łuk, a ty idź po swój miecz.
- Ja wolałbym nie patrzeć na krew!- Jeknął Rufus.
- Spokojnie, Rufusie, nie zrobimy nikomu krzywdy. Nastraszymy
ich tylko.
- To jest nasz gród i będziemy o niego walczyć- Oznajmił
Kokosz.- Chodź by to miało trwać nawet do rana.
- Jednego tylko nie rozumiem- Zastanowił się Kajko.- Skąd
Hegemon wziął tak niezwykły przedmiot, jak pierścień hipnozy?
- Nie wiem i wolałbym nie mieszać się w te sprawy. Może Zbójcerze
zauważyli, że nasze dotychczasowe techniki obrony grodu były zbyt proste, to
teraz wymyślili taki plan jego podbicia, z którym nie ma żartów.
- Całkiem możliwe. Nawet, jeśli jakimś cudem zwyciężymy Zbójcerzy,
będziemy musieli znaleźć ten pierścień i odczarować grodzian.
- To będzie trudne, ale jak najbardziej spróbować trzeba.
Nagle Kokosz sobie coś przypomniał.
- Zaraz, zaraz- Odparł.- Oferma powiedział, że nasz smok mu
go ukradł. Możliwe, że cały czas gdzieś tu jest!
- No to jest szansa, że zwyciężymy- Pomyślał Kajko.- Tylko
nasz smok uwielbia chować rzeczy w różnych miejscach. I jeszcze mamy przecież
kask samoobronny od Jagi.
- Ach, tak! Zupełnie o nim zapomniałem. A cały czas noszę go
na głowie.
- Nie chcę nawet więcej słyszeć o waszym smoku!- Odezwał się
nagle Rufus i uderzył pięścią w stół, bo same myśli o smoku niepokoiły go.
- Rufusie, miałeś opanować swój strach!- Zwrócił mu uwagę
Kajko.- Zaczyna już mnie to irytować.
- Chyba się myliłem- Jęknął chłopak.- Nie potrafię tego
zrobić. Wybaczcie.
- No to jak niby zamierzasz nam pomóc obronić gród, skoro boisz
się byle czego?!- Nie wytrzymał Kokosz.
- Nie wiem, przewrażliwiony jestem, a wy tego nie
rozumiecie!
- Rozumiemy- Zapewnił Kajko.- Ale nie możesz tak ciągle
krzyczeć.
- I naucz się chodzić po trawie- Dodał Kokosz.- Bo jeszcze
wiele, wiele razy się z nią spotkasz i nikt się od niej nie pokaleczył. Źdźbła trawy to nie igły.
- Próbujecie zrobić ze mnie twardziela, ale wygląda na to,
że to nie jest możliwe! Jestem, jaki jestem, a skoro strach oblatuje mnie od
dziecka, to z definicji zostanie mi to na dobre! Wszystko mnie rozprasza i nic
na to nie poradzę.
- To staraj się chociaż okazywać mniej swojego strachu-
Poradził Kajko.
- Pozwól, że coś ci powiem, Rufusie- Odparł Kokosz.- Swojego
czasu mieliśmy do wykonania ciekawą misję. Musieliśmy eskortować do domu pewną
księżniczkę, która też miała dziwny problem. Śmiała się ze wszystkiego i była
nad wyraz wesoła. Musieliśmy to znosić.
- Ale stany lękowe to co innego- Odpowiedział Rufus.- Śmiech
jest normalny, bo wszyscy się śmieją, ale jak widać, nie wszyscy panikują o
byle co. Niestety, ale teraz mi Pan nie pomaga.
- „I bądź tu mądry”- Westchnął Kokosz.- „Jak z nim
rozmawiać?”.
- Nic dziwnego, że ludzie biorą cię za dziwaka, skoro
krzyczysz o głupie rzeczy- Mruknął Kajko.
- Jak zobaczyłeś Milusia, to ty swoim wrzaskiem nastraszyłeś
nas i innych, a nie smok ciebie- Przypomniał sobie Kokosz.- Chciał się z tobą
zaprzyjaźnić. Tobie się tylko tak wydaje, że głupie rzeczy są niebezpieczne,
ale tak nie jest.
Atak Zbójcerzy na Mirmiłowo zbliżał się wielkimi krokami,
gdy cała trójka tak ze sobą rozmawiała. W końcu nadszedł wieczór. Zbójcerze
byli już w pełni przygotowani.
- Hurra!- Zawołał jeden.- Tamci dwaj nie mają z nami żadnych
szans. Raz dwa ich pokonamy!
- Poleje się krew!- Odparł drugi.
- Kataklizm spadnie im na głowy!- Dodał inny.
W pewnej chwili Kapral podszedł do miski w celu napicia się
wody. Jeden Zbójcerz postanowił się zabawić.
- Skoro jest psem, to przecież nie odegra się, na mnie, jak
mu zrobię o, tak!- Powiedział i kopnął Kaprala w tylną część ciała. Ten
zanurzył głowę w misce z wodą i coś się stało.
- Co to za wygłupy?!!- Zezłościł się Kapral.- Dlaczego ja
piję wodę z miski dla psa?!
- Ojej…- Jęknął stojący Zbójcerz.- „Woda neutralizuje
hipnozę”. Idź do Ofermy, on wszystkiemu zawinił!
- Już ja mu pokażę!- Kapral podwinął rękaw i przygotował
pięść. Oferma stał przy bramie.
- Myślisz, że mogłeś sobie mną tak pomiatać, gamoniu?!!-
Zezłościł się Kapral.- Zobaczymy, jak ze śliwą będzie ci do twarzy!
- Tylko spokojnie!- Zaprotestował Oferma.- Pogadajmy
normalnie, bez przemocy!
- Kapral, do mnie!- Zawołał nagle Hegemon.
- Tak, wodzu?- Zapytał niepewnie Kapral.
- Opłacało się udawać psa, matole?
- Ja… Psem?! To Oferma mnie zaczarował!
- Trzeba było nie gapić się na pierścień. Szczekałeś jak
opętany i próbowałeś zjeść kość. Sam dałeś zrobić z siebie ostatniego
przygłupa.
- Ja przygłupem?!
- A teraz morda na kłódkę, idziemy podbić Mirmiłowo, jego
mieszkańców nie ma, poszli daleko w las nie pamiętając, kim są.
Kapral nie zrozumiał tego do końca, ale po kilku chwilach Zbójcerze
nareszcie opuścili swoją warownię z pozytywnymi myślami.
- SIEKIERA, MOTYKA, PIŁA, GAZ, ZDOBĘDZIEMY GRÓD ZARAZ!-
Śpiewali.
- Tak trzymać!- Oznajmił Hegemon.- Mamy banalną szansę
zdobycia grodu, więc jej nie zmarnujmy. Jednak może to być trudna akcja.
W tym samym czasie Kajko, Kokosz i Rufus stali na wałach i
uważnie obserwowali okolicę. Już wcześniej zamknęli bramę. Dwaj woje mieli przy
sobie łuk i miecz, ale Rufus nie miał ochoty dotykać żadnej broni. W końcu
dostrzegli nadciągających i śpiewających Zbójcerzy.
- Nadeszła ta chwila- Zaniepokoił się Kokosz.
- Niestety- Odparł Kajko.- Jesteśmy sami, ale musimy chodź
spróbować.
Widząc Zbójcerzy Rufusa rozbolał brzuch ze stresu.
- Niedobrze mi- Jęknął.
- Ty lepiej bądź cicho- Mruknął Kokosz.
Niedługo Zbójcerze na czele z Hegemonem zatrzymali się pod
bramą grodu i na chwilę się uciszyli.
- Odpuść sobie, Hegemonie!- Zawołał Kajko.- Nie masz z nami
żadnych szans.
- My nigdy nie odpuszczamy, ty szelmo!- Oznajmił Hegemon.-
Lepiej przygotujcie się na porażkę, bo zaraz dostaniemy się do waszego grodu!
- To może być trudne, ale próbujcie!- Powiedział z namysłem
Kokosz.
- Nie stać tak, tylko przepłynąć fosę i rozwalić bramę!-
Rozkazał herszt.
Grupa Zbójcerzy weszła do wody i zaraz potem wyszli na
brzeg.
- Co z wami, tchórze?!!- Zezłościł się Hegemon.
- Za zimna woda, wybacz nam, wodzu!- Odparł jeden Zbójcerz.-
Zanim ją pokonamy i rozwalimy bramę, to zamarzniemy i nabawimy się kataru!
Kajko i Kokosz zaczęli się śmiać.
- Nasi Zbójcerze nic się nie zmienili!- Powiedział Kajko.
- Ciągle zapominają, że woda się ociepla tylko za dnia-
Szepnął Kokosz.
- Zimna woda im przeszkadza!- Hegemon tracił cierpliwość.-
Wszystko sam muszę!
Po czym rzucił swój miecz w stronę bramy. Jednak, teraz
zapomniał, że fosa była za szeroka i zabrakło dosłownie parę centymetrów. Miecz
wpadł do fosy.
- Niech to!- Zezłościł się herszt.
Kajko
zachichotał.
- Poddajecie się?- Zapytał.
- Nigdy!- Odpowiedzieli przeciwnicy.- Czekajcie no tylko!
Rufusa znowu obleciał strach i powstrzymał przyjaciół.
- Co wy wyprawiacie?!- Zapytał.- Nie lekceważcie ich, bo
tylko wzbudzacie ich gniew! Wiem, co trzeba zrobić.
Woje wzruszyli ramionami, po czym chłopak wychylił się zza
drewnianej barierki i zaczął krzyczeć na cały głos:
- Zostawcie nas w spokoju, kimkolwiek jesteście!!! Idźcie sobie!!! Wracajcie tam,
skąd przyszliście!!!
- Co to za smarkacz?- Zapytał zdziwiony Kapral.
- Uważaj młody, bo się przestraszę!- Roześmiał się Hegemon,
a Zbójcerze razem z nim.
Kokosz pacnął się ręką w czoło.
- „To żeś nam pomógł!”- Pomyślał i odciągnął Rufusa od
barierki. Ten znowu narobił wrzasku.
- Łapy przy sobie!- Zaczął.
- Co ty robisz?!- Zmartwił się Kokosz.- To nie jest żadne
rozwiązanie! Nie boją się twojego krzyku.
- A co Pana to obchodzi?! Macie mnie gdzieś!
- No dobrze, panie mądry, teraz ty dowodzisz! Jaki masz
plan?! No, słucham!
Rufus spojrzał na kask na głowie Kokosza i po chwili się
odezwał:
- Wykorzystamy kask od pańskiej czarownicy do samoobrony i
zaatakujemy Zbójcerzy! Zaatakujemy!!!
- A może wymyśl taki plan, żeby cię czasem nie wciągać do
walki, francuski piesku?!- Kokosz zaczął się drażnić.
- Proszę się przyznać, nie macie zielonego pojęcia o
wojowaniu! Udajecie mądrali, a opiekujecie się mną tylko dlatego, że chcecie
obudzić we mnie odwagę, do czego nigdy nie dojdzie! Później zostawicie mnie
samego i zajmiecie się tylko sobą, a to lubicie najbardziej!!!
Zbójcerze trochę podsłuchali, co się dzieje na wałach.
- Ale się wściekł- Zauważył Kapral.
- Tak, strasznie nerwowy ten młody człowiek- Dodał Hegemon.
Kajko powstrzymał dwójkę przyjaciół.
- Przestańcie natychmiast!- Odparł.- Kłócąc się niczego nie
załatwicie!
- Proszę nie krzyczeć…- Pohamował go Rufus.
- Przepraszam. Mam inny pomysł.
Kajko złapał za swój łuk i zagroził Zbójcerzom.
- To jest nasz gród i będziemy go bronić- Powiedział.- My
też się nie poddajemy.
- Nie strzelisz!- Zlekceważył go Hegemon.- Tylko nam
grozisz!
- Nie strzelę, tak?- Zapytał Kajko i posłał jedną strzałę na
dół. Trafiła w trawę, gdzie specjalnie celował.
- Kajko, mieliśmy ich tylko nastraszyć- Szepnął Kokosz.
- Wiem, co robię.
- Strzelasz jak baba- Zaśmiał się Hegemon.
- Mogę znowu spróbować- Odpowiedział Kajko i wycelował na
jednego ze Zbójcerzy. Popadł w panikę.
- Zaraz zrobi komuś krzywdę, lepiej się z nim nie drażnić,
wodzu!- Zawołał.
- W porządku- Odrzekł herszt.- Wyrzuć ten łuk w tej chwili,
albo rozwalimy bramę! To nie jest groźba, woju!
Kajko nie wiedział, co ma robić. Zauważył, że coraz bardziej
irytują swoich przeciwników.
- Radzę go posłuchać- Odezwał się Kokosz.
Kajko wziął wdech i wydech.
- Dobrze, dobrze, już!- Oznajmił i wyrzucił swój łuk do
fosy. Pokazał puste ręce.
- Och, nie, Kajko jak mam ci to powiedzieć?- Zapytał z
namysłem Hegemon.- Zmieniłem zdanie! Rzucać mieczami w bramę, tylko mają
trafić!!!
Rufus jęknął ze strachu i złapał się za twarz.
- Oszust! Zdrajca!- Kajko zwrócił rywalowi uwagę.- Myślałem,
że zawrzemy rozejm!
- A co myśleliście?- Herszt roześmiał się po raz kolejny.-
Nie wykiwacie nas tak łatwo! Zbójcerze, zniszczyć bramę! To tylko trochę
drewna!
- Zaczekajcie, stop!- Wtrącił się nagle Kokosz i machnął
rękami.- Otworzymy wam ją osobiście!
- Oszalałeś?!- Zapytał Kajko.
- Cii… Zaufaj mi.
Po czym szybko zszedł na dół i podszedł do mechanizmu, który
otwierał i zamykał bramę.
- I to mi się podoba!- Ucieszył się Hegemon.- Wiedziałem, że
w końcu ustąpicie. Zatem, czekamy!
Jednak Kokosz wcale nie złapał za dźwignię, tylko zaczął
krzyczeć:
- Och, nie! Wybaczcie, kochani Zbójcerze! Mamy drobne problemy
techniczne! Zapomniałem, że dźwignia się zacina!!!
Rufus zatkał sobie uszy nie mogąc dłużej znieść hałasu.
- Podły bałamut!- Zezłościł się Hegemon.- Otwieraj, bo nie
zdzierżę!
- Mówię prawdę, nie kłamię!- Odparł Kokosz i wziął leżący na
ziemi kij. Potem zaczął udawać, że stęka i się męczy próbując przestawić
dźwignię, a potem specjalnie złamał kija.
- Niech to! Złamałem dźwignię!- Zawołał znowu.- Wybaczcie
mi, muszę w końcu naprawić ten mechanizm! Inaczej nikogo nie będziemy mogli
wpuścić. To badziewie ma już swoje lata.
Kajko widząc przyjaciela kucnął tak, żeby nie zauważyli go Zbójcerze
i pogratulował Kokoszowi kciukiem w górę, a ten się odwzajemnił. Hegemon
zamrugał kilka razy oczami z braku cierpliwości.
- Wodzu, oni najwyraźniej są niewsypani i chcą walczyć
kiedy indziej- Pomyślał Kapral.- Nie wypada powalać zmęczonych i osłabionych.
Wrócimy innym razem.
- Coś mi tu śmierdzi- Hegemon był uparty.- Oni chyba coś
knują. Pewnie próbują nas oszukać. Ja się nie dam nabić w butelkę. Rozkazuję
wam iść do lasu i wyciąć wysokie drzewo! Zrobimy tarana i zniszczymy tą głupią
bramę!
Po czym Zbójcerze zaczęli kierować się do lasu.
- Nie cieszcie się jeszcze, woje Mirmiła!- Oznajmił
Hegemon.- Za piętnaście lub dwadzieścia minut będziemy z powrotem z ogromnym taranem!
Gdy przeciwnicy zniknęli z pola widzenia, Kajko i Rufus
zeszli na dół.
- Nie jest dobrze- Zauważył Kajko.- Zbójcerze niedługo tu
wrócą. Brak mi pomysłów. Jeśli zaraz czegoś nie wymyślimy, żeby ich
powstrzymać, podbiją nasz gród. A nas czeka marny los.
- Miluś zabrał pierścień hipnozy Ofermie- Przypomniał
Kokosz.- Powinniśmy go odnaleźć. Jak znajdziemy Milusia, znajdziemy i
pierścień. To może być nasza ostatnia deska ratunku.
- Naprawdę musimy?!- Niepokoił się Rufus.- Ten smok mnie
przeraża!
- Nie zrobi ci krzywdy- Nie wytrzymał Kajko.- Niczego się
nie nauczyłeś z naszej rozmowy w chatce.
- To zadanie ponad moje siły- Mówił Rufus.- Proszę,
wymyślcie coś innego, możemy obejść się bez pierścienia.
- Nie byłbym tego taki pewien.- Mruknął Kokosz.- Dodatkowo
ta zielona góra sadła chowa się w różnych kryjówkach.
Wtedy Kajkowi coś zaświtało w głowie.
- No jasne!- Oznajmił.- Może w naszej kryjówce w chacie
zachowało się coś, co mogłoby zniechęcić Zbójcerzy, żeby ich tu nie wpuszczać?
- Mądra myśl- Przyznał Kokosz.- Dobrze, zaraz wrócę.
Minęło parę chwil i niedługo wrócił ze słoikiem średniej
wielkości.
- Jak mogłem o tym zapomnieć, starszy wynalazek Jagi- Odparł.
- A co to jest?- Zapytał Rufus.
- Super śliski smar- Odpowiedział Kajko.- Świetnie. Możemy
nim nasmarować trawę przed bramą, żeby mogła zatrzymać Zbójcerzy.
- Dostaliśmy go dawno temu i nie wiedzieliśmy, do czego
wykorzystać- Kokosz przewrócił oczami.- Dobrze go było przetrzymać na czarną
godzinę. Otworzę bramę i szybko nasmaruję trawę, zanim nasi przeciwnicy wrócą.
- Tylko tak, żeby cię nie dostrzegli- Uprzedził Kajko.
W tym samym czasie w głębi lasu Zbójcerze znaleźli
odpowiednie drzewo i zaczęli je ścinać.
- Szkoda, że już nie mamy naszej drewnianej wieży- Odezwał
się Kapral.- Moglibyśmy bez problemu przejść po pomoście i dostać się do grodu.
- Zbudowaliśmy dwie- Przypomniał Hegemon.- I obydwie poszły
w piekło. Mam je gdzieś. Jedna miała za krótki pomost, a druga za długi. A my
zaliczyliśmy zimną kąpiel. Przysiągłem sobie, że już nigdy więcej żadnej nie
zbudujemy.
- O ile pamiętam, ty przyczyniłeś się do ich podpałki,
wodzu.
- Nie denerwuj mnie nawet! Lepiej każ szybciej ścinać
drzewo, nie zamierzam czekać do rana. Im szybciej, tym lepiej.
- A jak pokonamy fosę, skoro tamci nie chcą otworzyć bramy?
- Specjalnie rozkazałem wybrać jedno z najwyższych drzew do
cięcia. Gdy taran będzie dostatecznie długi, może pokonać całą szerokość fosy i
zetknąć się z bramą. Chyba proste?
Podczas, gdy Zbójcerze ścinali drzewo ze wszystkich sił,
jeden z nich zauważył znak: „UWAGA, ZAGROŻENIE!”.
- Phi! Pamiętacie, co się kiedyś wydarzyło?- Zapytał.- Wpadaliśmy
w różne pułapki, gdy ścinaliśmy tego typu znaki. Tym razem się nie damy złapać!
Po czym się roześmiali i zostawili znak w spokoju. Jednak tą
sytuację trzeba było odwrotnie interpretować. Znak nie był połączony z żadną
pułapką, tylko ostrzegał przed czymś innym. Jeden ze Zbójcerzy cofnął się o
parę kroków i wszedł w dziwne krzaki. Od razu zaczął się drapać.
- Trujący bluszcz!- Jęknął.- Lepiej nie ignorować niektórych
znaków!
Po czym pobiegł w stronę jeziora, które znajdowało się
niedaleko.
- „Te krzaki są jeszcze gorsze, niż pchły Kaprala”- Pomyślał
jeszcze.
Po chwili Kapral rozkazał szybciej ścinać drzewo. Oferma
postanowił go rozdrażnić.
- Zaraz, zaraz- Mruknął.- Jeszcze tak niedawno Pan Kapral
był psem, dlaczego tak nagle mielibyśmy go słuchać?
- Daj mi spokój, gamoniu, to ty mnie zaczarowałeś!-
Zdenerwował się Kapral.- Jak odzyskamy pierścień, to ja zrobię z ciebie małpę!
Niestety nie zauważył, że stanął w nieodpowiednim miejscu,
na kilku gałązkach i liściach, które zapadły się pod nim i wpadł do dziury.
- Jak zawsze niezawodny- Dodał Oferma.- Tu jest sporo takich
niespodzianek.
- Nie gadać, tylko pospieszcie się z tym ścinaniem!-
Ponaglił ich Hegemon.- W grodzie są tylko trzy osoby. Powtarzam: Nie pokonają
nas.
Minęło kilka minut. Kokosz zdążył szybko nasmarować większą
część trawy przed bramą, a potem wrócił do grodu i razem z Kajkiem zamknął ją z
powrotem.
- Wykorzystałem cały słoik- Powiedział Kokosz.- Ale teraz
przynajmniej będzie zabawa, chi, chi.
- Bądźcie przez chwilę cicho, muszę posłuchać, czy już
wracają- Odparł Kajko.
Obok Rufusa zaczął latać komar. Chłopak próbował przegonić
go ręką.
- Eh!- Stęknął.
- Mówiłem cicho być!- Niecierpliwił się Kajko.- Jak tak
dalej pójdzie, wszystko zepsujesz.
- Ugryzie mnie i będzie mnie szczypać- Szepnął Rufus.
- „Przeginasz”- Pomyślał Kokosz.- „Zacznij się bać samego
siebie najlepiej”.
W końcu przyjaciele usłyszeli szczęśliwe okrzyki
przeciwników.
- Na wały! Prędko!- Zareagował Kajko.
Gdy weszli z powrotem na górę zobaczyli, jak Zbójcerze nadciągają
z ogromnym taranem śpiewając.
- Miejmy nadzieję, że smar nie zawiedzie- Zaniepokoił się
Kajko.
- Mam ważną sprawę!- Odezwał się nagle Kokosz. Zaskoczeni Zbójcerze
zatrzymali się kilka metrów przed fosą.
- Co znowu, grubasie?!- Wściekł się Hegemon.- Nadużywasz
moją cierpliwość!
- Jesteśmy niewyspani! Źle się czujemy i zaraz pośniemy jak
niedźwiedzie. Oj, słabo mi.
Po czym Kokosz szturchnął ręką Kajka.
- Ach, ale mnie boli głowa, nie mam siły walczyć!- Zawołał
Kajko.- Spróbujecie podbić nasz gród innym razem.
- Miałem rację!- Oznajmił Kapral.- Dajmy im święty spokój na
dzisiaj. Zresztą, ja też jestem zmęczony, pewnie przez to, że dzisiaj byłem
głupim psem.
Hegemon zrobił się czerwony na twarzy i zacisnął pięści.
- OSZUKAŃCY!- Wrzasnął najgłośniej, jak potrafił.- WRABIACIE
MNIE! WYPROWADZILIŚCIE MNIE Z RÓWNOWAGI! NIE UJDZIE WAM TO NA SUCHO!
-„Powiedziałem, żeby ich nie drażnić”- Posmutniał Rufus z
zatkanymi uszami.
Kajko i Kokosz bacznie obserwowali przeciwników.
- ROZWALIĆ WRESZCIE TĄ BRAMĘ, NIE SŁUCHAĆ ICH! DO ATAKU!-
Zapowiedział wściekły Hegemon.
Gdy Zbójcerze trzymający tarana podbiegli do fosy,
poślizgnęli się na nasmarowanej śliskim smarem trawie i niespodziewanie wpadli
do wody. Taran powoli poszedł na dno. Woje spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
- TERAZ NAPRAWDĘ SIĘ WKURZYŁEM!- Wrzeszczał Hegemon.- ZDOBĘDZIEMY
DZISIAJ TEN GRÓD, CHODŹ BY SIŁĄ!
- Mam na głowie czarodziejski kask!- Wtrącił się Kokosz.- W
ogóle go nie używałem! To on sam robi wiele głupot, gdy wykrywa zagrożenie.
Teraz sprawił, że trawa stała się śliska! Darujcie mu, to nie moja wina!
- Lepiej zmykajmy, bo jeszcze z nami coś zrobi!- Zaniepokoił
się jeden Zbójcerz.- Co, jeśli to prawda?!
- Wierzycie w te zabobony?!!- Spytał Hegemon.- Powiem wam
coś.
Po czym zaczął szeptać:
- Oni próbują nas oszukiwać. Chcą, żebyśmy przeszli przez
cyrk. Manipulują nami.
- To co robimy?- Zapytał inny Zbójcerz.
- Czy tego chcą, czy nie chcą, zniszczymy ich bramę mieczami
lub włóczniami. Nic innego nam nie pozostaje, a po drugiego tarana już nawet
nie będę się pchał.
Po czym przygotowali swoje bronie do rzutu.
- Mój kask wykrywa, że wasze miecze i włócznie stanowią zagrożenie i
teraz zamierza je spalić piorunami!- Ostrzegł Kokosz.
- Nie słuchajcie go!!!- Błagał Hegemon.- Na trzy rzucamy! Tylko
porządnie!
- Co teraz???- Kajko stracił nadzieję.
Kokosz jak najszybciej zbiegł na dół, upuścił po drodze swój
miecz i zaczął wołać Milusia.
- Wybacz, Rufusie- Powiedział.- Miluś! Miluś! Chodź tutaj! Dostaniesz
plaster miodu!
Specjalnie nie krzyczał, żeby Zbójcerze nie nabrali
podejrzeń. Jeszcze spróbował zagwizdać. W końcu smok przybiegł do Kokosza, a
Kajko zasłonił Rufusowi oczy.
- Miało nie być smoka!- Jęknął chłopak.
- Niestety wygląda na to, że jest konieczny, wytrzymaj- Uspokajał
go Kajko.- Nie patrz na niego.
Zbójcerze zaczęli rzucać ostrymi broniami prosto w
bramę. Gdy trafiły dwie z nich, Kokosz szybko złapał za dźwignię i zaczął ją
przekręcać.
- Stop!- Hegemon powstrzymał kompanów. Po chwili brama
została otwarta. Miluś schował się za rogiem, a Kokosz zaczął udawać, że jest
smutny.
- Poddajemy się!- Jęknął.- Nie róbcie nam krzywdy! Pozwólcie
nam odejść!
- Tak myślałem- Mruknął Hegemon.- Ale z ataku nie
zrezygnujemy. Zabierz swoich przyjaciół i wynoście się stąd! Gród jest nasz!
Kokosz machnął ręką i Miluś wybiegł z ukrycia. Zaczął
wydawać głośne dźwięki.
- To ten ich smok!- Przestraszył się jeden Zbójcerz.-
Odwrót!
- Więc to tak, bałwanie?!!- Zezłościł się Hegemon.- Zaraz cię
ciachnę!
Po czym wziął miecz od jednego ze Zbójcerzy, bo jego broń
wpadła do fosy i popędził prosto na Kokosza.
- Rety!- Zawołał woj i ściągnął swój kask, osłaniając się
nim. Hegemon uderzył mieczem prosto w wynalazek czarownicy Jagi i broń się
połamała. Potem się zagapił i potknął o jeden kamień w przejściu, upadając na ziemię.
- Przepraszam, dzisiaj zapomniałem utorować przejście z tych kamsztorów- Mruknął Kokosz i wzruszył ramionami.
- Brać go!!!- Nie wytrzymał Hegemon.- I tamtych dwóch też!
Kajko zszedł na dół, a Rufus za nim. Nie chciał zostawać
sam.
- Kokosz!- Zawołał Kajko, ale jeden Zbójcerz go złapał i
związał liną. Kokosz także został złapany. Smok znowu się ukrył, żeby taki los
nie spotkał i jego, a Rufus zdążył schować się za studnią niezauważony.
- Trzeba było z nami nie zaczynać- Odezwał się Hegemon do
Kajka.- jesteśmy bardzo niebezpieczni. Nie darujemy wam życia. Za parę sekund
skonacie.
Po czym odebrał Kokoszowi hełm samoobronny.
- Oddawaj to!- Zaprotestował woj.
- Chcesz zginąć pierwszy?- Zapytał herszt.- Proszę bardzo!
W tym momencie Rufus wrzasnął:
- Puśćcie ich natychmiast!!!
Zbójcerze zaczęli się śmiać.
- Za późno, młody człowieku- Powstrzymał go Hegemon.- Przecież ty się boisz, nie podskoczysz nam!
Jednak Rufus ostrożnie wziął z ziemi miecz Kokosza i
wystawił go przed siebie.
- To są moi przyjaciele- Odparł.- Jedyni przyjaciele. Więc
mówię po dobroci, wypuście ich i wynoście się z tego grodu.
- Znajdź sobie następnych- Mówił Hegemon.- Nie pokonasz nas.
Brać go, niech zginie razem z tymi samolubnymi wojami, skoro są dla niego tacy
ważni!
Dwaj Zbójcerze powoli podeszli w stronę chłopaka, a ten
zaczął się stresować. Byli znacznie więksi i silniejsi od niego. W końcu nie
wytrzymał ze strachu i upuścił swój miecz.
- Tylko nie to, znowu to samo…- Jęknął Kokosz.- Teraz nic
nas nie uratuje.
- Tak, wiem, jestem tchórzem!!! Przyznaję się!- Rufus
rozpłakał się jak dziecko.- Jestem wrażliwy, wszystko mnie rozprasza i teraz
znalazłem się w tak przykrej sytuacji!!!
- Kogo to obchodzi?- Zaśmiał się Hegemon.- Umrzesz razem ze
swoimi przyjaciółmi i nic nie poczujesz.
Jednak dwóm Zbójcerzom, którzy chwilę temu chcieli go
złapać, zrobiło się żal.
- Wodzu- Odezwał się jeden.- Darujmy mu życie, najwyraźniej
on ma zaburzenie psychiczne! Znam takie przypadki. Nie wypada mordować takich ludzi!
- Właśnie- Przyznał drugi.- Widzę, że chłopaka ciągle bierze
strach i nic z tym nie może zrobić.
- Bzdura!- Przerwał im Hegemon.
- Nie stresujmy go więcej, to taki dobry człowiek. Ci dwaj
woje mieli rację, darujmy sobie.
Rufus uśmiechnął się. Nagle, znowu pojawił się smok Miluś
nie mogąc dłużej wytrzymać całego zamieszania i zaczął ziać ogniem prosto w
Hegemona. I tym razem Rufus nie przestraszył się go.
- RATUNKU!- Wrzasnął Hegemon.- ZABIERZCIE TEGO POTWORA!!!
- Widzisz, ty też się boisz!- Zauważył Kokosz.- Oddaj mój
hełm i zostaw nas wreszcie w spokoju!
- Nie! Nigdy!- Protestował Hegemon i złapał Rufusa. Kajka i
Kokosza dopadła panika.
- Zostaw go!- Zawołali Zbójcerze.- Jest chory psychicznie!
- Staniemy w jego obronie i dopilnujemy, żebyś nie zrobił mu
krzywdy!- Dodał inny.
- Odsuńcie się, gamonie!- Rozkazał im Hegemon.- Co wyście
się tak nagle rozczulili nad tym człowiekiem?!
Po czym ustawił Rufusa obok Kajka i Kokosza cały czas go
trzymając i przygotował miecz.
- Możesz podziękować za wszystkie błędy przyjaciół!-
Oznajmił, a Rufus zamknął oczy i Kajko i Kokosz zrobili to samo nie mogąc nic
zrobić.
W tym momencie smok Miluś z całej siły ugryzł uniform
Hegemona i odciągnął go od trójki przyjaciół. Następnie, wrzucił go do studni.
- PIEKIELNA BESTIA!!!- Wrzasnął jeszcze. Następnie smok wydobył
z małej dziury pod studnią pierścień hipnozy i oddał go Rufusowi. Ten wrócił do
Kajka i Kokosza i schował się za nimi. Gdy Hegemon wygrzebał się ze studni,
Miluś znowu go powstrzymał.
- Przegrałeś, Hegemonie- Oznajmił Kajko.- Odzyskaliśmy
pierścień hipnozy. Precz, bo cię zaczarujemy!
- To nie jest takie łatwe!- Zlekceważył ich przeciwnik.- Nie
wiecie, że nie można go ot tak po prostu wykorzystać!
- Uspokój się wreszcie, wodzu- Wtrącił się Oferma.- Nie
musisz tak krzyczeć, zaraz tu ogłuchnę!
- No tak, spokój!- Domyślił się Kajko.- Rufusie, opanuj
umysł, skup się i pokaż Hegemonowi, że z nami nie ma żartów!
- Ofermo, zatłukę cię!!!- Hegemon stracił panowanie nad
sobą, ale Rufus zdążył wypowiedzieć słowa:
- Wrócisz do swojej warowni z prędkością zająca! I to
teraz!!!
Herszt poddał się czarowi hipnozy, upuścił kask samoobronny
i zaczął opuszczać gród.
- Dziękujemy za troskę nad młodym, ale też się wynoście! W
dalszym ciągu nie mamy do was zaufania!- Zwrócił się do Zbójcerzy Kokosz, a
Rufus nastraszył ich pierścieniem.
Oni bez zastanowienia opuścili gród, a gdy było po
wszystkim, Rufus rozwiązał swoich przyjaciół.
- DALIŚMY RADĘ!- Zawołał Kajko i razem z dwójką przyjaciół
wydał okrzyk radości.
- Ty też chodź do nas, mały potworku- Powiedział Kokosz i
przytulił smoka.
- Byłeś dzielny, Rufusie- Dodał Kajko.- Najważniejsze, to
nie poddawać się.
- Dziękuję wam- Odpowiedział Rufus.- Nie mogłem sobie
wymarzyć lepszych przyjaciół. Wspólnie obroniliśmy gród.
Kajko i Kokosz się uśmiechnęli i we trójkę zaczekali do
rana. Mieszkańcy Mirmiłowa nadal byli poddani hipnozie. Rufus położył pierścień
na ziemi.
- Zrób to śmiało, Rufusie- Mruknął Kajko.
- Może to coś da- Pomyślał Kokosz, a chłopak zdeptał
czarodziejski przedmiot.
- Niech przepadnie ten pierścień i czar, jaki posiada!- Oznajmił.
Następnie cała trójka weszła na wały po raz kolejny i długo patrzyli
przed siebie. Gdy zaczęli tracić nadzieję, zauważyli, jak Mirmił wraz z innymi
mieszkańcami zmierza do grodu.
-To oni! Wracają!!!- Zawołał Kokosz.- Tutaj, kochani!!!
Wraz z mieszkańcami Mirmiłowa szli także Łamignat i jego
żona Jaga, a gdy wszyscy znaleźli się w grodzie, Kajko i Kokosz opowiedzieli
swoją niemiłą przygodę, a Mirmił kazał przygotować ucztę na ich cześć. Niedługo,
na cały gród rozległy się okrzyki radości:
- WIWAT NASI OBROŃCY! WIWAT RUFUS! WIWAT KAJKO I KOKOSZ!!!
Gdy wszyscy dobrze się bawili, po południu do grodu zaczął
zmierzać nieoczekiwany gość. Miał bandaż na lewej ręce po swojej ostatniej
bitwie.
- Wczoraj nie zastałem swojego syna w domu- Zaniepokoił
się.- Zapytam o niego w tym miłym grodzie.
- Kiedy wyruszamy w drogę powrotną do mojego domu?- Zapytał
Rufus.
- Już niedługo, Rufusie- Zapewnił Kajko.- Przeżyliśmy w nocy
straszną sytuację i już nic tej podróży nie może nam zepsuć.
- Kasztelanie, jakiś człowiek zmierza do grodu!- Zawołał
wartownik.- Widzę, że czegoś szuka, jest zmartwiony!
- Wpuścić go!- Rozkazał Mirmił. Wtedy Rufus sobie coś
pomyślał: „Lub kogoś!”.
Kiedy grodzianie wpuścili człowieka, przedstawił się.
- Mam na imię Mieszko- Mówił.- Ostatnio przeżyłem ciężką
bitwę z rozbójnikami, Killesami. Musiałem przeżyć dla mojego jedynego syna, ale
przepadł bez śladu i teraz go szukam, proszę o pomoc! Wypytywałem już o niego
napotkanych po drodze ludzi!
Wszyscy się uśmiechnęli, a Rufus przybiegł do ojca ze łzami
w oczach. Te łzy oznaczały szczęście.
- Rufus?!- Zapytał człowiek z niedowierzaniem.
- Cześć, tato- Jęknął chłopak i prawie się rozpłakał ze
szczęścia. Gdy ojciec mocno przytulił syna, grodzianie nie mogli powstrzymać
emocji. Mirmił nie krył łez wzruszenia.
- Mirmiłku, ty też?!- Zdziwiła się Lubawa.
- Wybacz kochanie, jestem wrażliwy tak jak ten młody, dobry
człowiek- Odpowiedział kasztelan szlochając.
- Nie mogę się nadziwić, że jestem ojcem kogoś tak
wyjątkowego, jak ty- Dodał gość.- Walczyłem za ciebie, bo wiedziałem, że muszę
żyć dla swojego pierworodnego syna. Kocham cię. Bez względu na wszystko.
- Ja ciebie też, tato- Powiedział Rufus.- Poznałem nowych
przyjaciół, którzy zapewnili mi bezpieczeństwo. Zauważyli, że sam się boję.
Kajko i Kokosz nie wiedzieli, co powiedzieć.
- Prawdziwa odwaga polega na pokonywaniu swojego strachu-
Odezwał się w końcu Kajko, a potem wraz z Kokoszem podszedł na chwilę do Rufusa
i powiedzieli jego ojcu, że zaprzyjaźnił się z nimi po tym, jak odnaleźli go
zagubionego w lesie.
- Dziękuję wam, jak nie wiem co, wspaniałomyślni ludzie-
Powiedział mężczyzna.- Gdyby nie wy, pewnie ciężko byłoby mi odnaleźć moje
jedyne dziecko. Macie dobre serca.
- Nie zapomnisz o nas?- Spytał Kokosz Rufusa.
Chłopak pokiwał głową z uśmiechem na ustach.
- My o tobie nie zapomnimy- Zapewnił Kajko.
Niedługo Rufus wraz z ojcem w końcu opuścił Mirmiłowo i w
drodze powrotnej nic nie stanęło im na przeszkodzie. Chłopak był tak
szczęśliwy, jak nigdy dotąd. A jeśli chodzi o Zbójcerzy, to wyczerpani wrócili
do swojej warowni, a Hegemon także odzyskał świadomość po zniszczeniu
magicznego pierścienia, ale był wykończony i zdezorientowany. Leżał na swoim
łożu z twarzą przyklejoną do poduszki.
- Wodzu, powinniśmy zaprzestać już zdobywanie tego grodu, bo
spotkają nas kolejne niemiłe przygody- Jęknął Kapral.- To jednak musiały być jakieś
czary…
- O nie, dobierzemy się im jeszcze do skóry- Hegemon jak
zwykle powiedział swoje fundamentalne zdanie nie wiedząc, że będzie czekać go
kolejna klęska.
KONIEC