Na początku osamotniony stolarz Dżepetto uważa, że drewniany chłopiec jest mu niepotrzebny, gdyż sprawia więcej problemów niż korzyści. Chciałby jednak odnaleźć w swoim życiu nową satysfakcję po stracie ukochanego dziecka. W czasie swoich przygód pokazanych w filmie Pinokio poznaje między innymi sympatycznego świerszcza, który uosabia mocne i słabe strony obu bohaterów, czy też sam pajacyk zostaje cyrkową marionetką. Odnajduje nawet swoje miejsce w wojsku, do którego przyjmuje się prawdziwe dzieci w celu trenowania ich do walki w obronie kraju. W międzyczasie ojciec drewnianego pajacyka, który nie dostrzega pewnej ukrytej wartości w swoim życiu ma szansę odnaleźć ją w głębi ożywionego przedmiotu. Natomiast Pinokio, wbrew pozorom sprzeciwia się oczekiwaniom ojca i wyrusza w nieznaną podróż po świecie, która niebawem przeradza się w poszukiwanie prawdziwej miłości świadczącej o tym, że ojciec zaczyna tęsknić za czymś niezwykle wartościowym. Co w tej kwestii okazuje się silniejsze: rozsądek dotyczący zaspokojenia własnych potrzeb czy głos serca, który przypomina o tym, co najbardziej się kocha?
Moja opinia na temat filmu brzmi zatem następująco: "Guillermo Del Toro: Pinokio" to niezwykle piękny film, który opowiada wzruszającą i szczęśliwą historię w życiu dwóch bohaterów. Nie tylko zachwyca pod kątem wizualnym, ale i pokazuje pewien ciąg następujących po sobie przemian w życiu człowieka i naturalnej kolei rzeczy. Ma ukryty szczególny, a nawet dwa morały: po pierwsze, należy doceniać to, co tak naprawdę posiada się w swoim życiu, a po drugie żadne dziecko nie powinno przymusowo brać udziału w prawdziwej wojnie. Zdecydowanie film podobał mi się bardziej niż choćby nowa część Kota w butach pod tytułem "Ostatnie życzenie", który miał swoją premierę w tym samym roku.