środa, 23 listopada 2022

Kajko i Kokosz: Czarodziejskie berło. Pierwszy fragment opowiadania

 

Polska seria komiksowa o przygodach dwóch bohaterów tak mi się podobała, że wspominałem już o czterech własnych przygodach, które wymyśliłem. "Kajko i Kokosz: Czarodziejskie berło" jest właśnie jednym z nich, w którym pojawiają się także rodzice obu przyjaciół. Tekst został podzielony na trzy części w programie Word, natomiast poniżej znajdziecie jego pierwszy fragment a także opis fabuły. Życzę miłych wrażeń! 




Część 1 mojego opowiadania prezentuje się następująco: 


Pewnego słonecznego dnia, Kajko i Kokosz razem z wojownikiem Witem zbierali leśne owoce niedaleko grodu. Były one potrzebne do tego, żeby Lubawa upiekła kilka placków dla wszystkich mieszkańców.

- Ale będzie z tego pychota. Uwielbiam pracować z przyjaciółmi- Powiedział Kokosz, oblizując się.

- To oczywiste- Przyznał Kajko.- A jak ty oceniasz taką pracę, Wicie?

Po tych słowach bohater udzielił następującej odpowiedzi:

- Toż to u mnie są elegancje. Mam w tej kwestii same gracje.

- I w taki sposób każda praca powinna przebiegać- Kontynuował Kajko.- W spokojnej atmosferze.

Wtedy cała trójka usłyszała znajomy krzyk ostrzegawczy:

- Uwaga!!

- Nie, no, ten znowu swoje!- Odezwał się Kokosz zauważając, o co chodzi. Po chwili w ziemię uderzyła maczuga, która przeleciała kilka metrów nad ziemią.

- Do kroćset! Łamignat, rozum ci odebrało?! Mogłeś nas zranić!- Irytował się Kokosz.

- Och, przepraszam was, koledzy, ja tylko ćwiczyłem gwałtowne machanie moim bacikiem- Wytłumaczył rozbójnik.

- Nic strasznego, druhu się nie stało. Na szczęście takich przypadków jest mało- Odparł Wit.

- Po co to właściwie robisz?- Spytał Kajko.

- Wiecie, jakby na przykład ktoś chciał zaatakować wasz gród jakąś zwiększoną potęgą, to zawsze mogę go w ten sposób potraktować- Mówił Łamignat.

- Grunt to dobre pomysły. Warto trenować swoje zmysły- Ciągnął Wit.

- O, nie, takich sytuacji nie życzę sobie podczas zbierania smakowitych owoców. Już wolę oberwać czymś, co spada z drzewa, niż twoim grubym kijem!- Oznajmił Kokosz opierając się o dąb. Wtedy w jego głowę puknął spadający żołądź.

- Uważaj, czego sobie życzysz, bo może się spełnić!- Pouczył Kajko.

- Właśnie widzę. Dlatego wolę na spokojnie zebrać więcej jagód z tych krzaków i mam nadzieję, że spotka mnie coś zaskakującego.

Kiedy Kokosz pochylił się nad owocowymi krzakami, to na jego głowę wskoczyła wiewiórka, a następnie gdzieś zniknęła.

- Przestrogi przyjaciela nie posłuchałeś. I wobec tego znowu oberwałeś- Mówił Wit.

- Miałem na myśli zaskakującą ilość jagód!- Wyjaśnił Kokosz wstając z ziemi.

- Lepiej już skończmy na dziś, i tak mamy wystarczająco dużo- Zaproponował Kajko.

- Dobrze, to ja pójdę wypatrywać bogatych kupców, a potem wpadnę do waszego grodu na poczęstunek- Odparł Łamignat.

- Cieszę się, bo zawsze coś nam psujesz, gdzie popadnie!- Stwierdził Kokosz.

- Nie musisz się za bardzo denerwować, bo my tu nie przyszliśmy ciężko pracować- Pocieszył go Wit.

Wkrótce cała trójka była już blisko bramy Mirmiłowa z koszykami pełnymi owoców.

- Ciekawe, jak duże będą te placki upieczone przez Lubawę?- Zastanowił się Kokosz.

- Na pewno takie, żebyś się szybko najadł- Zapewnił Kajko.

Wtedy znowu odezwał się bohater układający rymy:

- Smakowite owoce są na wagę złota. Wita dość prędko wzmaga ochota.

Jednak, w Mirmiłowie na wojów czekała kolejna, niespodziewana sytuacja. Lubawa podeszła do nich z listem w ręku, po czym oznajmiła:

- Moi mili, nawet nie wiedzieliście, kto przyjedzie was odwiedzić!

- Ojej- Skomentował Kokosz robiąc wielkie oczy.- A któż to taki, Lubawo?

- „Ja spróbuję zgadnąć, ale wątpię”- Pomyślał w głowie Kajko, ale kobieta kontynuowała:

- Dlaczego do własnych synów nie mieliby przyjechać ich kochający ojcowie? Zresztą domyślam się, że bardzo dawno temu się z nimi nie widzieliście.

Po usłyszeniu tych słów dwaj przyjaciele przez chwilę stali jak zamurowani.

- To prawda- Przyznał po chwili Kajko i westchnął.- Rzeczywiście wielki kawał czasu. Gdyby się dowiedzieli, ile razem dokonaliśmy, byliby z nas niezwykle dumni.

- Och, a ja już nawet zapomniałem, jak mój tato wygląda- Stwierdził Kokosz z gorzkim żalem. Nagle do wszystkich zebranych wokół mieszkańców grodu przybiegł kasztelan wraz ze swoim bratem Wojmiłem, po czym oznajmił:

- Koniecznie im przeczytaj ten list, Lubawo. A potem weźmiemy się za przygotowywanie powitalnej uczty!

Żona spełniła jego prośbę. Treść listu brzmiała następująco:

„Kochani synowie, doszły do nas słuchy, że wiele razy wykazywaliście się odwagą, siłą i honorem podczas bohaterskich zmagań. Musimy spędzić ze sobą trochę czasu, bardzo się za Wami stęskniliśmy. Dlatego wkrótce przyjedziemy zagościć do Waszego szlachetnego grodu. Wasi kochający ojcowie, Piotrko i Jarosz.”

Automatycznie na twarzach obydwóch wojów pojawiły się smutne miny.

- Nie rozumiem, dlaczego przez tak długi czas o nich nie wspominaliśmy?- Rozczarował się Kajko.- Przecież to nasi krewni.

Po tych słowach znowu odezwał się Wit:

- Nie załamuj głowy, Kajko, zmień swoje nastawienie. Każdy ojciec wokół swego syna roztacza umiłowanie.

- Święte słowa!- Skomentował Wojmił.

Kiedy mieszkańcy grodu przystąpili do przygotowań na wizytę dwóch ojców, Mirmił pomyślał sobie, żeby mógł w jakiś sposób zmienić jedną rzecz w sobie.

- Moja kochana żono- Odezwał się.

- Tak, Mirmiłku?- Spytała Lubawa.

- Moi dobroduszni woje nigdy mnie nie zawiedli, zawsze stawiali opór przeciwnikowi, natomiast mnie zawsze brakuje wewnętrznej determinacji do działań i przez to nie akceptuję siebie całkowicie. Chciałbym coś z tym zrobić!

- Ale Mirmiłku, wcale nie musisz zmieniać swojej postawy, bo ja ciebie akceptuję za to, jaki jesteś.

- I ja tak samo!- Dodał Wojmił.- Wyrzuć z siebie te negatywne myśli, bracie. Wkrótce zagoszczą dobrzy ojcowie twych wojów, więc przyjmij do tego odpowiednią postawę.

Jednak Mirmił nie ustępował. Zastanowił się nad ciekawą postacią i po chwili odparł:

- Ja mimo wszystko uważam, że mam potencjał do wykazywania się równą ilością odwagi, jak Kajko i Kokosz. Niedaleko, w wiosce Handlarzy mieszka niejaki Monty Pajton, który mógłby mi w tej kwestii pomóc…

- Co takiego?!- Spytała zdumiona Lubawa.

- Ten mądrala, który praktycznie nie zna się na tym, co go fascynuje?- Dodał Wojmił.

- Bracie, twierdzisz, że pirotechnika nie jest jego mocną stroną? Ja uważam przeciwnie. Chciałbym się do niego udać i osobiście poprosić o zmianę poczucia swej odwagi.

- Ale problem polega na tym, że jego wynalazki nie zawsze wychodziły jak trzeba, Mirmiłku- Wytłumaczyła mu żona.- Ja dużo o tym słyszałam. Może lepiej na razie nie ryzykować?

- Ja mam dość wewnętrznego rozdarcia i chcę to jak najszybciej zakończyć. Nie zamierzam po raz któryś się skompromitować przez byle co. Wojmile, pójdziesz tam ze mną.

Jak powiedział, tak się stało. Po kilku minutach bracia opuścili gród i udali się do wioski Handlarzy.

- Przeczuwam, że to skończy się nieprzyjemnie za pierwszą próbą- Martwiła się Lubawa.

- Oj tam, nasz kasztelan miał już do czynienia ze znacznie gorszymi rzeczami. Jemu będzie lepiej, a do nas przyjadą ojcowie- Odparł Kokosz.

- A ty nie bądź taki pewny siebie!- Pohamował go Kajko.- Jeszcze wszystko się może stać.

Gdy Mirmił i Wojmił dotarli do wioski Handlarzy i znaleźli Monty Pajtona, który wyglądał na zwykłego mieszczana, to kasztelan wyjaśnił mu cały swój problem. Wtedy tamten zaprosił ich do swojej chaty i zaprezentował ukrywany przez długi czas swój wynalazek.

- Ludzie uważają mnie za głupca- Tłumaczył człowiek.- Rzeczywiście pirotechnika to moja wielka pasja i chcę ją rozwijać. To jest magiczne berło, nad którym bardzo długo pracowałem. Początkowo testowałem jego moc na kilku myszach, w wyniku czego stały się super szybkie, ale wszystkie dawno uciekły.

- No to ja chciałbym stać się bardziej odważny- Przerwał Mirmił.- Ufam ci i wiem, że potrafisz mi pomóc, Monty Pajtonie.

- W porządku, to stań na spokojnie. Kilka chwil i będzie po zabiegu.

- Na pewno zamierzasz poddać się sile tego ustrojstwa, bracie?- Szepnął Wojmił.- Jeszcze możesz zrezygnować.

- Oj tak- Zapewnił kasztelan, a Monty Pajton aktywował swój niezwykły wynalazek z czarnym płaszczem na głowie. Promień wydobywającego się światła stawał się coraz jaśniejszy.

- Ostrzegam, cię, wpływy mogą być tragiczne. Nie chcesz przez to przechodzić- Upominał Wojmił.

- A właśnie, że chcę. I nic mnie przed tym nie powstrzyma. Niech wszystkie negatywne emocje odejdą w niepamięć.

W końcu berło wytworzyło świecącą wiązkę, która objęła całe ciało kasztelana. Wojmiła dopadł lekki niepokój.

 - Jak się czujesz, bracie?- Spytał. Na te słowa Mirmił odpowiedział stanowczym tonem:

- Już w ogóle nie czuję strachu. I ty również nie masz do tego powodów, Wojmiłku. Jestem w pełni usatysfakcjonowany.

- Eureka!- Oznajmił radośnie Monty Pajton.- Teraz wszyscy docenią moje starania.

- Mam propozycję- Odparł Mirmił.- Bierz swój wynalazek i chodź z nami do grodu, Monty Pajtonie. Mieszkańcy na pewno chcieliby cię poznać i dowiedzieć się, czego właśnie dokonałeś.

- Co??- Załamał się Wojmił, jednak mieszkaniec wioski z zadowoleniem się zgodził.

- Och, to dla mnie będzie niezwykła przyjemność, kasztelanie- Wzruszył się pirotechnik.- Tylko powiedz im proszę, że nie jestem złym człowiekiem. Masz to w gwarancji.

- Ależ oczywiście, kolego.

Zaraz potem pewny siebie kasztelan z lekko podenerwowanym bratem zaczął prowadzić Monty Pajtona do Mirmiłowa. Tymczasem, w potężnej warowni Hegemon wyjaśniał Zbójcerzom swój kolejny plan pogromu miejsca, które w tej chwili najchętniej zmiażdżyłby jedną pięścią.

- Jestem zawstydzony i zły- Mówił, śledząc wzrokiem ustawioną w szeregu drużynę.- Każdy atak krwawego zbója musi przebiegać z sukcesem, a jedna nieszczęsna rzecz do tej pory nam się nie powiodła. To jest czysta hańba.

- Co chcesz przez to powiedzieć, Hegemonie?- Spytał Kapral.

- Cóż, doszedłem do wniosku, że jest nas po prostu… Za mało. Potrzebny nam jest jeszcze ktoś równie podły, okrutny i zły. Ktoś, kto ma potencjał bezlitosnego rozsiewania strachu…

- Ale, gdzie moglibyśmy znaleźć takiego delikwenta, wodzu?- Zapytał inny Zbójcerz.

- Właśnie nie wiem, ale gdybym już go zarekrutował, to wtedy na pewno nasze działania przebiegałyby sprawniej. I ze skutkiem.

- Hej, patrzcie, chyba w naszą stronę leci gołąb pocztowy- Odezwał się Oferma, zauważając ptaka, który trzymał w dziobie list.

- To nie gołąb, tylko sowa, durniu!- Pouczył go Kapral.

- Jasne, a najbardziej wredny człowiek w naszej warowni jak zwykle ma swoje zdanie.

Niebawem Hegemon odebrał list dostarczony przez sowę i przeczytał jego treść. Wtedy ogarnęło go wielkie zaskoczenie.

- Mój tato przyjedzie mnie odwiedzić! Mój tato!- Zawołał, tańcząc ze szczęścia.

- O, rany. Już sobie wyobrażam, co nowego wymyślił…- Skomentował ktoś z szeregu, a Hegemon ze wzruszeniem ciągnął dalej:

- Już bardzo dawno go nie widziałem. Ale nawet dobrze, że przyjedzie, ponieważ spróbuję go namówić, żebyśmy razem pokonali Mirmiła i jego kumpli!

Wśród reszty Zbójcerzy zapanowało lekkie zmartwienie.

- Tego się nie spodziewałem. Jak niby mamy się zachować przy jego ojcu?- Spytał jeden.

- A skąd to wiesz? Przecież go nawet nie znamy!- Stwierdził drugi.

- A może po prostu powiemy „Dzień dobry”, a następnie mu trochę opowiemy o sobie? Zresztą tak by wypadało- Zaproponował Oferma.

- Wiesz co, Ofermo? A ja uważam, że wypadałoby zakleić ci ten dziób, żebyś się nie wypowiadał bez potrzeby!- Odparł na to Kapral. Wtedy tamten znowu się odezwał:

- Niektórzy z was są naprawdę lekkomyślni. Powinniście trochę zmienić swoje nastawienie i zaakceptować moje pomysły bo wiem, że są dobre.

- Jasne, jasne. Ciekawe, kto nas do tego zmusi, bo na pewno nie ty, cha, cha!- Zaśmiał się Zbójcerz, który był siłaczem, a pozostali razem z nim.

- „Śmiejcie się ile chcecie, przyjdzie chwila, w której zrozumiecie, że zawsze chciałem dobrze”- Pomyślał w głowie Oferma, opierając się o kamienną ścianę warowni.

- Hej, tylko bez głupich dyskusji między sobą!- Zwrócił nagle uwagę Hegemon.- Lepiej przygotujcie się do wizyty mojego ojca.

W tym samym czasie Mirmił i Wojmił przyprowadzili Monty Pajtona do grodu. Mieszkańcy stali i patrzyli się na gościa z niedowierzaniem.

- Moi drodzy, to jest mądry i uczciwy pirotechnik Monty Pajton- Tłumaczył Kasztelan.- Niedawno sprawił, że wstąpiła we mnie znacznie większa odwaga, niż do tej pory. I teraz nie czuję strachu nawet przed najbardziej gwałtownym atakiem nieprzyjaciela.

- Ojej…- Odpowiedziała na to Lubawa.

- Dziękuję, Mirmile. Hojnie mnie zaanonsowałeś- Odparł pirotechnik.

- A czy można wiedzieć jak dokonałeś takiego niezwykłego czynu, Monty Pajtonie?- Spytał jeden z mieszkańców grodu.

- Ależ oczywiście. Zawdzięczam to dzięki temu niewykłemu berłu, które sam wynalazłem i już wcześniej testowałem. Okazuje się, że może przynieść naprawdę znakomite rezultaty!

- Och, coś czuję, że zaraz padnie jakieś stanowcze pytanie, znając chęci niektórych mieszkańców- Stwierdził Kajko.

- A sprzedałbyś nam to cacko, dobry człowieku?- Zapytał ktoś inny i w wyniku tego pozostali zaczęli popierać jego propozycję. Przez chwilę panowała atmosfera pełna głębokich próśb i wyjaśnień, dlaczego każdy zechciałby skorzystać z mocy magicznego berła:

- Moje kury mogłyby znosić dwa razy większe jajka!

- Ja chciałbym mieć skrzydła i nauczyć się latać jak ptak!

- A ja chcę mieć zniewalającą fryzurę na głowie!

- Przestańcie wreszcie!- Uciszyła ich nagle Lubawa.- Widzę, że to jest najzwyczajnieszy mieszczanin, który też ma swoje potrzeby i nie sprzeda wam swojego wynalazku.

- Nie, nie, to nie sprawi mi żadnego problemu, niewiasto- Zapewnił Monty Pajton.- W wiosce, w której mieszkam nikt mnie nie doceniał. A jeśli teraz sprzedam tym ludziom swoje berło, to  faktycznie każdemu będzie lepiej.

- No to ja dodam, że chcę mieć dwa razy większy żołądek i apetyt- Wtrącił się Kokosz, a Kajko szturchnął go ręką.

- Wszystko da się zrobić, szlachetny rycerzu- Ciągnął Monty Pajton.

- A za ile chcesz nam sprzedać to berło?- Dopytał Wojmił.

- Cóż, widać, że posiada ono niewyobrażalną moc i jest niezwykle potężne. W ramach tego zażyczyłbym sobie jako zapłatę duży worek złota, o ile to nie problem.

Mieszkańcy grodu dyskutowali przez chwilę między sobą.

- Mam pomysł- Oznajmił Kajko.- Niech każdy się dołoży temu człowiekowi po trochu ze swojego majątku, jaki obecnie posiada.

- Mądrze mówi. Do roboty, jeśli chcecie osiągnąć pozytywne korzyści!- Dodał Mirmił.

- Tak wspaniałe przedmioty nie są tanie. Ciekawe, jaką nową cechę Wit dostanie?- Zastanowił się rymujący wojownik.

Po kilku minutach przed Monty Pajtonem pojawił się worek wypełniony różnymi kosztownościami. Mieszkańcy spytali jeszcze, czy nie zostałby na jakiś poczęstunek, ale on musiał odmówić, ponieważ stwierdził, że ma dużo pracy do wykonania w swojej wiosce. Gdy poszedł w swoją stronę, to Kajko pierwszy potrzymał magiczne berło w swoich rękach.

- Monty Pajton wyjaśnił, że każdy musi powiedzieć na głos, co by chciał osiągnąć- Przypomniał bohater.

- Mogę być pierwszy?- Spytał Kokosz.

- Nie, Kokosz. Nie możesz! Daj szansę innym.

- Ja chcę wojować moim bacikiem w najbardziej możliwy sposób, jaki się tylko da!- Zawołał Łamignat.- Wtedy zapewnię wam znacznie skuteczniejszą ochronę.

Wtedy Kokosz pomyślał sobie jedną rzecz:

- „Mam szansę, żeby zrobić mu jakiś kawał za to, że przynosi nam pecha. Może wtedy ten ciamajda nauczy się ostrożności?”

Następnie spytał się Kajka:

- A mogę chociaż wypróbować na kimś siłę tego czarodziejskiego przedmiotu?

- Zostaw, bo jeszcze coś zepsujesz!- Ostrzegł Kajko. Mieszkańców grodu ogarnęło zaniepokojenie.

- Tylko się nie kłóćcie!- Zawołał Wojmił.

- Więcej pewności siebie, bracie. Ja już się przed niczym nie zlęknę- Uspokoił go kasztelan.

Po chwili we wnętrzu kupionego berła wytworzyła się jasna wiązka światła, która trafiła w Łamignata.

- Och, nie! Łamignacie, spójrz na swoją rękę!- Przestraszyła się Lubawa.

- Co? Ojejku! To przecież mój bacik!

- Przyrósł do jego prawego ramienia!- Zorientował się kowal.

- Widzisz, co narobiłeś?!- Zirytował się Kajko.

- Ale heca! Jak się czujesz, miły rozbójniku?- Zapytał Kokosz chichocząc pod nosem.

- To nie jest zabawne, lelum polelum!- Sprzeciwił się Łamignat.- Co ja mam zrobić z taką ręką?!

Kajko spróbował odebrać przyjacielowi berło, jednak ono znowu się aktywowało. Niebawem, wystrzeliły następne wiązki światła, które trafiły kolejno Wita, Wojmiła oraz kowala. Ten ostatni zasnął głębokim snem i jego żona nie mogła go obudzić.

- Rety! Trzymaj się ode mnie z daleka, ty kanalio!- Zawołał panicznie Wit, po czym rzucił się do ucieczki przed Łamignatem. Ten tylko podrapał się w głowę lewą ręką nie wiedząc, co się stało.

- O, nie!- Zasygnalizował po nim Wojmił.- Spójrzcie, jak ja schudłem!! Bracie, co możesz o tym powiedzieć?!

- To nic złego- Odpowiedział pewny siebie Mirmił.- Zacznij jeść dwa razy więcej, a szybko wyzdrowiejesz, mój dzielny Wojmile.

- Co, proszę?!- Wtrącił się Kokosz, ponownie łapiąc za berło.- To było moje życzenie!

- Nie! Daj już spokój!- Zawołał Kajko próbując go powstrzymać. Oczywiście magiczne berło było jeszcze aktywne. Najpierw kolejna świecąca wiązka wystrzeliła w stronę Kokosza, a gdy jego przyjaciel przekręcił niezwykły przedmiot w swoją stronę, to również padł ofiarą strasznej siły.

- Na Trygława!- Zawołali zszokowani mieszkańcy grodu, gdy na ich oczach Kokoszowi wyrosły pióra na prawie całym ciele.

- Co to ma znaczyć? Mam na sobie kurze pióra?!- Zaskoczył się bohater.

- Na to wygląda. To kara za twoją niepohamowaną chciwość!- Odpowiedział mu Kajko.

- A tobie co się stało?

- Właśnie nie widzę u siebie żadnej zmiany. Czy ktoś coś we mnie zauważył?

Mieszkańcy grodu pokiwali głowami twierdząc, że Kajko nie doznał żadnych efektów ubocznych.

- Ale co będzie z moim mężem?!- Zaniepokoiła się żona kowala.- Śpi jak zabity!

- A druh Wit boi się mnie jak ognia, lelum- Dodał Łamignat patrząc na panikującego wojownika.

- Dosyś tego!- Zasygnalizowała Lubawa.- Niech nasi woje pójdą do ciotki Jagi i opowiedzą jej, co właśnie zaszło! Już nie chcę tu widzieć żadnych przykrych przemian w waszym zachowaniu!

- Ja bym najpierw udał się do tego Monty Pajtona, bo to on sprzedał nam swój wynalazek- Pomyślał Kajko, na co Kokosz odparł:

- Do chaty mojej cioci jest bliżej, a poza tym ona jest czarownicą i może będzie mogła coś zaradzić. Myślenie ci się wyłączyło Kajko, czy co?

Dopiero teraz wszyscy domyślili się, jaka przemiana dotknęła bohatera, ale mimo to dwaj przyjaciele bezzwłocznie udali się w stronę chaty Jagi zabierając ze sobą berło i obiecując, że wszystko wróci do normy. W tym samym czasie, do warowni Zbójcerzy w końcu zawitał jadący na białym koniu ojciec Hegemona, który od razu położył swoje dłonie na obu ramionach herszta.

- Jestem z ciebie dumny, synu- Mówił.- Nie znam nikogo tak nieustraszonego i pewnego siebie, jak ty. Gratuluję.

- Wyrazy wdzięczności, mój wierny ojcze- Odpowiedział Hegemon.- Chciałbym przedstawić ci moich niezastąpionych Zbójcerzy…  Baczność, zbiórka!

- Pozwól, że zrobię to osobiście, Hegemonie.- Ciągnął człowiek, gdy tamci ustawili się w szeregu.- Witam was wszystkich, mili rozbójnicy. Ja jestem Hogward i dzisiaj przyjechałem odwiedzić mojego syna, którego już od dawna nie widziałem i bardzo się za nim stęskniłem.

- „Dobra, to teraz podrzucę mu pomysł wspólnego obalenia tego niedojdy, Mirmiła…”- Pomyślał w głowie Hegemon, jednak jego ojciec odparł:

- Synu, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, żebyśmy we dwóch spędzili trochę czasu? Chyba twoi poddani rycerze- rozbójnicy mogą przez jakiś czas pozostać tu sami?

- Eee… Dobry pomysł ojcze, ale ja uważam, że lepszym było by… Zemścić się na kimś, na kogo wręcz nie rzucam nawet okiem…

- Wodzu!- Wtrącił się nagle Oferma.- Nie musisz stale myśleć o zdobyciu grodu Mirmiłowa. Odpuść sobie choć na chwilę.

- No i się wygadał!-  Nie wytrzymał Hegemon, przewracając oczami.

- Synu, ten rozsądny Zbójcerz ma rację- Odparł jego ojciec.- Nie wiem, jak wygląda ten gród, o którym właśnie powiedział, ale ktokolwiek w nim mieszka nie musi być przez ciebie znienawidzony. Uważam, że mógłbyś się dogadać z prostymi ludźmi.

- Ja jednak mam przeciwne zdanie co do tego tematu, ojcze. A ty Ofermo, jak już go rozwinąłeś, to idź zobacz, co nasi „sprytni” sąsiedzi teraz porabiają.

- Nie ma sprawy, wiem, że tego typu rzeczy zawsze przypadają na mnie- Odpowiedział Zbójcerz, opuszczając warownię.

- Dlaczego mówicie na niego Oferma?- Spytał Hogward.- To nie jest zbyt uczciwe z waszej strony.

- Oj tam, to zwykłe określenie dotyczące jego cechy charakteru- Wyjaśnił Hegemon.- Równie dobrze moglibyśmy na niego wołać „Niedojda”.

W tym samym momencie Kajko i Kokosz opowiedzieli o całym zamieszaniu czarownicy Jadze. Berło cały czas mieli przy sobie.

- To jest niezwykła siła specjalnego rodzaju- Tłumaczyła Jaga.- Nic tu po moich czarach. Musicie udać się do Monty Pajtona i dowiedzieć się, co zrobić.

- A czy dostaniemy od ciebie na drogę jakąś kolejną niezwykłą rzecz, z której będziemy mogli korzystać, ciociu?- Spytał Kokosz.

- Owszem. Ostatnio opracowałam super buty pozwalające skakać na sporą wysokość. Zostały sprawdzone ze szczególną starannością!

- Ale w jaki sposób się z nimi zabierzemy, Jago?- Dopytał Kajko.

- Proste: Załóż je na swoje nogi!

- I w nagłym wypadku wykorzystaj je- Dodał Kokosz.- Coś czuję, że do czasu cofnięcia tych efektów będę musiał tłumaczyć ci proste rzeczy!

- Nie martw się. Spróbuję panować nad swoim tokiem myślenia.

- Udzielę ci w takim razie małej wskazówki, Kajko- Ciągnęła Jaga.- Najpierw zastanów się, czy twój pomysł w określonej sytuacji będzie skuteczny i dopiero wtedy go zrealizuj. Ale przede wszystkim: Nie trać głowy!

- To najważniejsze- Przyznał Kokosz i zaraz potem obydwaj ruszyli w stronę wioski Handlarzy. Po drodze spotkali Ofermę, któremu wcześniej kazano sprawdzić, co się dzieje w Mirmiłowie.

- O, proszę. Starzy znajomi- Skomentował tamten.

- A ty czego znowu szukasz, włóczęgo?- Spytał lekko zirytowany Kokosz.

- A jak ci się wydaje, rycerzu? Hegemon jak zwykle planuje was zgładzić, więc kazał mi sprawdzić, co właśnie robicie… Zaraz, co ty masz na sobie?

Chwilę potem Oferma zaśmiał się pod nosem, widząc kurze pióra na całym ciele Kokosza.

- O co ci chodzi? Złaź nam z drogi!- Zezłościł się tamten, jednak Oferma odparł:

- Hegemon nie spodziewałby się, że spotkam na swojej drodze kurczaka, che, che…

- „Już ja ci dam, ty hultaju!”- Pomyślał w głowie Kokosz, a następnie zwrócił się swojego przyjaciela.-Kajko, czy uważasz, że dobrym pomysłem będzie potraktowanie go siłą tego fatalnego berła?

- Cóż, jak mówisz „fatalne”, to nad czym tu się zastanawiać? Zostaw go- Odpowiedział mu na to Kajko, jednak Kokosz nie mógł się powstrzymać.

- Hej, co to za pogaduchy? Ostrzegam was, bądźcie rozsądni!- Ostrzegł ich Oferma, jednak w ostatniej chwili z ponownie aktywowanego przedmiotu wyleciała kolejna wiązka światła, która trafiła prosto w jego ciało.

- Mówiłem, że masz nic nie robić!- Zdenerwował się Kajko.

- A co? Taka okazja mogłaby mi się nigdy więcej nie trafić- Wytłumaczył Kokosz, a chwilę potem Oferma zaczął mówić stanowczym tonem:

- Hej! W moim towarzystwie nie ma gadania! Zamilknąć, bo rozsiekam na plasterki!!

- I po co to zrobiłeś?- Spytał Kajko.- Już sam nie wiem, co się z nim stało.

- Jest bardziej… Poważny- Zauważył Kokosz.- Wiesz co, kolego? Idź do tej swojej warowni, gdzie przebywa reszta twoich zbójów i sprawdź, jak się mają.

- Tam do kata!- Odpowiedział na to Oferma.- Pewno te kanalie zamiast czuwać na warcie, wolą sobie popić! Już ja ich przywołam do porządku raz, dwa!!

Po usłyszeniu jego słów woje wzruszyli ramionami i kontynuowali swoją wyprawę. Po kilku chwilach Zbójcerz, który doznał niespodziewanej zmiany w swoim zachowaniu, wszedł na teren warowni skupiając wzrok na całej reszcie stojącej w szeregu. Jedynie Hegemon, jego ojciec i Kapral stali z boku.

- Baczność, w szeregu zbiórka!!- Wołał Oferma.

- O, proszę!- Zlekceważył go jeden ze zbójów śmiejąc się pod nosem.- Udaje, że zmienił swoje nastawienie i teraz mamy go posłuchać!

- Powiedziałem: ZBIÓRKA!!

- Hę? Ofermo, dobrze się czujesz?- Zwrócił mu uwagę zszokowany Hegemon.

- Co mu jest?- Spytał po nim Kapral.- Hej! Słyszysz, co się do ciebie mówi, bałwanie?!

- Bałwanem to JESTEŚ TY!!- Oferma podniósł na niego swój głos.- ZAMILCZ CYMBALE, BO OBERWIESZ!!

Dopiero teraz pozostałych Zbójcerzy ogarnęły niepokojące myśli i zaskoczenie.

- Tamci hultaje z grodu zrobili mu pranie mózgu!- Stwierdził jeden z nich.- I teraz uważa, że może tu sobie rządzić!

- MORDY NA KŁÓDKĘ I SŁUCHAĆ, CO DO WAS MÓWIĘ!- Kontynuował Oferma.- Rozejrzyjcie się dookoła. Jak można doprowadzić swoją warownię do takiego stanu?! Brać się do sprzątania, ale już!!

- Hegemonie, radź coś!- Jęknął Kapral.- Jakaś czarna siła w niego wstąpiła! To nie jest normalne!

- Ofermo, posłuchaj mnie!- Zawołał herszt.- Nie wiem co się z tobą stało ale pamiętaj, że ja tu jestem waszym wodzem!

- Tak, tak- Odpowiedział na spokojnie Zbójcerz.- I dlatego chcę cię zastąpić przez jakiś czas, Hegemonie. Możesz teraz zająć się tym, na co masz ochotę.

- Cóż, widać, że posiada niezwykłe cechy charyzmatyczne- Przyznał Hogward.- Zdecydowanie może pozostać przez jakiś czas z twoimi poddanymi, synu. Ruszajmy, szkoda tracić czas.

- Chyba masz rację ojcze ale jestem trochę zaniepokojony, ponieważ nigdy do tej pory tak się nie zachowywał- Odparł Hegemon.

- Zaraz, moment!- Wtrącił się Kapral.- Czy podczas twojej nieobecności mamy słuchać rozkazów tego półgłówka, wodzu?!

- Nie waż się ze mną sprzeciwiać, Kapralu, bo będzie z tobą marnie. I jeszcze jedno: Niech nikt z was bez mojego nadzoru nie próbuje robić ataku na Mirmiłowo. Na ten czas możemy to sobie darować.

Kilka chwil potem ojciec i syn opuścili warownię, a reszta Zbójcerzy pozostała sama pod nadzorem Ofermy, który teraz przybierał stanowczą minę. Tylko Kapral powiedział sam do siebie:

„ Jak tylko rozgryzę tego zarozumialca przekona się, kto tu rządzi…”

Tymczasem Kajko i Kokosz przebyli niedaleką drogę, zatrzymując się w niejakiej wiosce Handlarzy. To właśnie tutaj poczciwy Monty Pajton mieszkał w swojej chacie. Przedtem dwaj przyjaciele zwrócili uwagę na rozmowę dwójki młodych osób.

- Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, Hanno- Powiedział chudy młodzieniec.

- Dlaczego mój romantyczny Romanie?- Spytała z żalem dziewczyna o jasnych włosach.- Czy moje zachowanie tobie nie odpowiada?

- Otóż to. Wolę być sam, niż w nieodpowiednim towarzystwie. Ojciec mi powtarzał, że się dla ciebie nie nadaję i miał rację. Odchodzę!

- Proszę cię, zostań! Zapomnę o wszystkim, co zrobiłam. Kocham cię i nic tego nie zmieni!

Następnie dziewczyna zaczęła płakać gorzkimi łzami, gdy tamten poszedł w swoją stronę. Kajko również poczuł się przy tym źle.

- Nie znoszę, gdy tak się traktuje młode damy- Odparł.

- Zwykły osioł i tyle- Stwierdził Kokosz.- To są ich sprawy. Chodźmy odszukać tego, który sprzedał nam ten wynalazek.

 

KONIEC CZĘŚCI 1



Opis fabuły:

Kajko i Kokosz otrzymują list od swoich ojców, którzy mają niedługo zagościć w grodzie. Przedtem jednak stają się świadkami niesamowitego doświadczenia wywołanego przez wynalazek młodego geniusza- czarodziejskie berło. Niestety, powoduje ono również poważne szkody, które dwaj przyjaciele w towarzystwie sympatycznego amatora rzemiosła muszą jak najszybciej naprawić. W całą sytuację zaplątani są ponadto ich słynni rywale- Zbójcerze, wśród których także zaszła pewna, nieoczekiwana zmiana…

Przeczytaj kolejną przygodę swoich ulubionych bohaterów. Znajdziesz tutaj dodatkowo wątki nawiązujące do takich ekranizacji jak Latający cyrk Monty Pythona, Harry Potter, a także kultowego Batmana. Akcja opowiadania ma miejsce po trzech wcześniejszych historiach: „Zbójcerze kontratakują”, „Strzelnicze lasy” i „Czas olimpiady”. 

Termin ukazania się dalszej części tekstu na stronie bloga planowany jest na 9 grudnia, natomiast części trzeciej- 16 grudnia. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz