wtorek, 18 stycznia 2022

Hotel Transylwania 4 (2022) - Moja recenzja

Co jeszcze ma na swoim koncie wampir Drakula, gdy pomoże córce odnaleźć miłość jej życia, obudzi w swoim potomku prawdziwego potwora i zabierze przyjaciół na wspólny rejs statkiem wielkości Titanica? Wygląda na to, że coś wyjątkowo interesującego, z czym po raz kolejny stawia czoło. Mianowicie, jak taki bohater mógłby sobie poradzić, gdyby był zwykłym człowiekiem. Taki pomysł jak na animowany rodzaj filmu wydaje mi się być kreatywny i przyciągający uwagę, a tego typu rzeczy powinny odgrywać kluczową rolę w zapowiedzi danej produkcji przekazywanej widzom. Wobec tego zapraszam do zapoznania się z moją opinią na temat filmu "Hotel Transylwania 4" oraz zachęcam do obejrzenia. 

Zainteresowałem się kontynuacją animowanej serii o potworach, o której przeczytałem, że miała nastąpić już latem ubiegłego roku. Gdy obejrzałem zwiastun czwartego "Hotelu Transylwania", to nie odstępowała ode mnie ciekawość co do tego, z czym się spotkają bohaterowie tym razem. Przyznam, że podczas seansu dobrze się bawiłem i raczej nie ma żadnych elementów, które mogłby by mi nie pasować. Nieważne, czy fabularnych, czy graficznych. Z drugiej strony uważam, że nowy film nieco się różni od trzech poprzednich części pod względem grafiki. Tutaj wydaje mi się ona bardziej płynna, bo ma lepszą jakość. Skupmy się jednak na samej fabule, która została uwzględniona w animacji- Zięć Drakuli pragnie zostać potworem, aby zyskać jego aprobatę. Prosi więc o pomoc profesora Van Helsinga. Jednak na skutek pewnego wypadku Drakula i jego potworni przyjaciele zostają zamienieni w ludzi, z racji czego musi on połączyć siły ze swoim zięciem, aby odkręcić ten problem. Tutaj pewnie każdy od razu by się zaciekawił. Pojawia się zresztą kilka wątków, które przyciągają uwagę- Przypadkowe transformacje, wyprawa do Ameryki Południowej, relacja wampira jako człowieka z jego zięciem, który już jest monstrualnym jaszczurem. I te wszystkie postacie i ta obrazowość miejsca akcji. A poza nieustającym humorem i rozrywką pojawia się jeszcze przyjemny przekaz dla odbiorców, a takie elementy moim zdaniem powinny się pojawiać w większości bajek, aby móc się czegoś nauczyć o życiu codziennym. Natomiast biorąc pod uwagę jedynie dany scenariusz, który ma wyjątkowo kreatywny charakter osobiście mogę stwierdzić, że ten film jest dość zabawny, ciekawy, warty obejrzenia i dzięki temu oceniam go naprawdę pozytywnie. Spodobał mi się już po pierwszym obejrzeniu. 

poniedziałek, 3 stycznia 2022

Thief: The Dark Project - Gra, jakich mało

 

W dzisiejszych czasach dużo ludzi pochłania świat rozmaitych gier na komputer, telefon lub konsole typu PlayStation. Nic dziwnego, ponieważ lubimy oddawać się wszelkiego rodzaju rozrywki. Jedną z moich najbardziej ulubionych, a zarazem lepszych gier komputerowych, w którą grałem już w dzieciństwie jest "Thief: The Dark Project". Polecam ją każdemu, kto nie miał jeszcze przyjemności w nią zagrać bądź w ogóle o niej nie słyszał, natomiast lubi akcję dotyczącą "skradanek", zdobywania łupów lub pojedynków z przeciwnikiem. Chciałbym zatem z przyjemnością opisać swoje osobiste wrażenia na ten temat oraz liczę na to, że zachęcę Was do zapoznania się z tą przygodową produkcją. 




Jest to pierwsza część serii skradanek Thief stworzona przez studio Looking Glass Studios i wydana przez Eidos Interactive 1998 roku z widokiem pierwszoosobowym. Co prawda zalicza się właśnie do starszych gier komputerowych, ale ze względu na typ rozgrywki warto ją znać. Gracz wciela się w tytułowego złodzieja o imieniu Garrett, mieszkańca Miasta, rozpoczynającego swoją samodzielną pracę po wyszkoleniu przez frakcję tzw. Keeper'ów (Strażników, ewentualnie Opiekunów), strzegących równowagi w Mieście między naturą (Poganie) a technologią (Młotodzierżcy). W miarę możliwości Garrett powinien być niezauważalny dla strażników lub drapieżników. Może także spróbować ich ominąć (pomagają w tym celu cienie na planszy) lub odwrócić uwagę poprzez zastosowanie strzał hałasujących i znajdujących się w zasięgu ręki przedmiotów codziennego użytku.  

Oprócz tego bohater ma do dyspozycji strzałę z przywiązaną liną, pozwalającą dostać się na dachy wysokich budynków, pakiet granatów i min o różnych działaniach (m.in. granat błyskowy, oślepiający przeciwników) a także inne dodatkowe rzeczy. Konieczne jest także zebranie pewnej liczby łupów. Chwalono klimat, sposób rozgrywki oraz przede wszystkim realistyczną oprawę audio z dźwiękiem przestrzennym wykorzystującym większość możliwości kart dźwiękowych Sound Blaster





Powiem, że klimat tej gry jest po prostu genialny. Szczególnie uwielbiam te mroczne momenty, kiedy podąża się o zmroku do określonego celu, gdzie dużą rolę odgrywają wtedy zaciemnione miejsca, a przeciwnicy nie podejrzewają, że ktoś siedzi im na skórze (Oczywiście, dopóki się nie zorientują). Na przykład, gdy podczas pierwszej z 12 misji widzimy przed sobą pewien kompleks umiejscowiony w małym miasteczku, do którego najszybszą i najbezpieczniejszą drogą jest wejście przez kanał ściekowy. A gdy czujesz się pewnie, że jeszcze nikomu nie rzuciłeś się w oczy, to przystępujesz do swoich działań. W ostateczności ratunkiem staje się po prostu ucieczka z miejsca zagrożenia. 

Ta gra zawiera dużo ciekawych i dostarczających przyjemnych wrażeń elementów, które dotyczą danej rozgrywki i za to ją uwielbiam. Rzecz jasna, nie tylko elementy graficzne, ale w znacznie większej mierze fabularne. Osobiście nie jestem w stanie powiedzieć, że to jest gra doskonała, ale na pewno świetna i pozwalająca oddać się dobrej zabawie. Odpalałem ją z wypiekami na twarzy. A jak za pierwszym razem ukończyłem całą i przypadła do mojego gustu, to z wielką chęcią do niej powracałem i grałem w nią jeszcze kilka razy. 



niedziela, 2 stycznia 2022

Rambo - Majstersztyk wśród klasyków

 

Zachwycamy się różnorodnością tematyki filmowej, która przypada nam do gustu i pozostaje w naszych sercach. Mowa tutaj o dobrym i przemyślanym scenariuszu, odpowiednio dobranym miejscu akcji, klimacie, który ma miejsce w filmie oraz emocjach, które towarzyszą nam podczas seansu. Jeśli ktoś nie lubi zbyt dużego chaosu lub wielowątkowego przebiegu scen, który zakłóca fabułę jakiegoś filmu i nie chce się gubić, a woli bardziej lżejszą i wprowadzającą w odpowiedni nastrój tematykę, to powinien znać przynajmniej klasyki typu "Rambo", w którego rolę wcielił się Sylvester Stallone. Opiszę zatem swoje ogólne wrażenia na temat tego filmu i swoje zdanie odnośnie tego, co o nim myślę.



 

Dobrze pamiętam swoje emocje podczas oglądania pierwszej części serii. Zawiera ona łącznie z tym cztery udane kontynuacje, natomiast jedynkę postrzegam jako naprawdę genialny i tak wybitny film, że oglądałem go kilka razy. Praktycznie cała akcja znajduje się na najwyższym poziomie scenografii, dzięki któremu wzrasta adrenalina, a wraz z nią napięcie. Młody żołnierz, który powraca z wojny w Wietnamie, chce odwiedzić jednego ze swoich zaginionych przyjaciół w jednym z amerykańskich miast w stanie Waszyngton. Na miejscu John Rambo dowiaduje się, że zmarł on na raka. Wstrząśnięty bohater wędruje przed siebie, zachodząc po drodze do miasteczka Hope, gdzie zaczepia go tamtejszy szeryf Will Teasle. Nie podoba mu się to, że na jego terenie pojawił się obcy włóczęga. Rambo trafia na posterunek, gdzie zostaje brutalnie potraktowany jak groźny bandyta. Kiedy jeden z policjantów chce ogolić go na łyso, pamięć podsuwa Johnowi traumatyczne wspomnienia z tortur przeżytych w Wietnamie. Rambo w brawurowy sposób ucieka z komisariatu, jednocześnie atakując policjantów. Wywołuje tym samym wojnę z lokalnym wymiarem sprawiedliwości; ta zaś rozgrywa się w pobliskim lesie. Co prawda idąc pod tym kierunkiem może nastąpić poczucie grozy, ale z drugiej strony wszelkiego rodzaju zaciekawienia i zachwytu poszczególnymi wątkami.




Sądzę, że dzięki tak idealnej akcji, w której dodatkowo dużą rolę odgrywa zawarta przestrzeń ten film nigdy mi się nie znudzi. Mamy dwa główne miejsca: Miasteczko Hope, w którym policjanci szykują się do znalezienia i pojmania Rambo i drugie, czyli las, w którym bohater jest zmuszony ukrywać się i szybko działać, aby uniknąć następnych komplikacji. Innymi słowy, przebieg akcji jest zwięzły i skupia się na jednej określonej rzeczy, na pewno nie ma żadnych przynudzających wątków, przy których chcielibyśmy usnąć, tylko wzbudzają się wrażenia, które towarzyszą nam do ostatniej minuty filmu. Z kolei końcowa scena również jest dosyć ciekawa, kiedy Rambo wspomina o dawnych czasach, które spędził ze swoim przyjacielem w młodości oraz cierpi z powodu jego straty. Ponadto, możemy nawet wysnuć pewną refleksję polegającą na zastanowieniu się, jakby to było znaleźć się na miejscu zagrożonego niepotrzebną wojną prywatną Rambo albo poszukujących go policjantów. W przypadku pierwszej sytuacji najpierw musisz znaleźć drogę ucieczki z miasta, do którego dotarłeś, a następnie bezpieczną kryjówkę znajdującą się wśród gęstego, zielonego boru i uważać na to, co się stanie dalej. W konsekwencji, Twoim celem staje się przerwać konflikt, w który popadłeś. Jeśli chodzi o drugą sytuację, to chcesz tylko znaleźć uciekiniera, ale z myślą, że za drugim razem Ty możesz wpaść w jego ręce. W dodatku las jako element przyrody staje się dla Rambo taką przestrzenią, w której on z kolei rządzi własnym prawem podczas, kiedy w miasteczku Hope robi to szeryf. Dwa miejsca akcji i dwie przeciwstawne sobie postacie, z czego jedna walczy o swój honor, a druga chce ją dopaść. Są wrażenia? Oczywiście, że tak. 

Jakby tego było mało, zbulwersowani policjanci mimo, iż zbieg cały czas siedzi im na skórze są przekonani, że współpracując z okoliczną Gwardią Narodową z łatwością uda im się znaleźć jednego człowieka, to tymczasem Rambo przejmuje wojskową ciężarówkę i podejmuje dalsze działania. Kilkunastu uzbrojonych ludzi, którzy angażują się w ukończenie swojej misji, a weteran wojenny, który zresztą ma nabyte swoje umiejętności potrafi ich z łatwością przechytrzyć. Natomiast szeryf siedzi na posterunku z myślą, że Rambo trafi w jego ręce, a gdy zapada noc, nakazuje mieszkańcom miasta pozostać w domach, gdyż podejrzewa jakąś "niespodziankę" i oczekuje na to, co dalej zrobi ten jeden człowiek, którego wcześniej posądził o włóczęgostwo. Większe znaczenie ma tutaj nie scenariusz, ale dany klimat, na który wypadałoby zwrócić szczególną uwagę. Zresztą, jeśli dobrze go poczujemy, spróbujemy utożsamić się z ukazaną przestrzenią lub zwrócimy uwagę na niektóre słowa wypowiadane przez bohaterów typu "On tam gdzieś na nas czeka", "Byliśmy we trzech, a on rozwalił nas jednym palcem" to wtedy możemy sobie pomyśleć własną sugestię odnośnie tego, że "To się nazywa doskonała akcja" lub "Lepiej być nie może". Istotną kwestią jest to, że pojawi się tylko jeden bohater, a poprzez jego czynności wydarzy się tak wiele. Od nieporozumienia z szeryfem po nieustanną walkę w obronie samego siebie.

Biorąc pod uwagę przedstawione kwestie ten film bardzo mi się podoba, uważam, że to jest majstersztyk zarówno dawnego kina, jak dzisiejszych czasów i ekranizacje tego typu powinno się produkować częściej, ponieważ będziemy oglądać je z ciekawością i miłą chęcią. A jeśli jesteśmy ich miłośnikami, to po pierwsze: Zawsze pozostają ciekawe rozważania lub refleksje co do wybranego filmu, a po drugie jak mamy do czynienia z jakimś naprawdę spektakularnym widowiskiem na ekranie, to później chętnie do tego powrócimy niejeden raz.