niedziela, 2 stycznia 2022

Rambo - Majstersztyk wśród klasyków

 

Zachwycamy się różnorodnością tematyki filmowej, która przypada nam do gustu i pozostaje w naszych sercach. Mowa tutaj o dobrym i przemyślanym scenariuszu, odpowiednio dobranym miejscu akcji, klimacie, który ma miejsce w filmie oraz emocjach, które towarzyszą nam podczas seansu. Jeśli ktoś nie lubi zbyt dużego chaosu lub wielowątkowego przebiegu scen, który zakłóca fabułę jakiegoś filmu i nie chce się gubić, a woli bardziej lżejszą i wprowadzającą w odpowiedni nastrój tematykę, to powinien znać przynajmniej klasyki typu "Rambo", w którego rolę wcielił się Sylvester Stallone. Opiszę zatem swoje ogólne wrażenia na temat tego filmu i swoje zdanie odnośnie tego, co o nim myślę.



 

Dobrze pamiętam swoje emocje podczas oglądania pierwszej części serii. Zawiera ona łącznie z tym cztery udane kontynuacje, natomiast jedynkę postrzegam jako naprawdę genialny i tak wybitny film, że oglądałem go kilka razy. Praktycznie cała akcja znajduje się na najwyższym poziomie scenografii, dzięki któremu wzrasta adrenalina, a wraz z nią napięcie. Młody żołnierz, który powraca z wojny w Wietnamie, chce odwiedzić jednego ze swoich zaginionych przyjaciół w jednym z amerykańskich miast w stanie Waszyngton. Na miejscu John Rambo dowiaduje się, że zmarł on na raka. Wstrząśnięty bohater wędruje przed siebie, zachodząc po drodze do miasteczka Hope, gdzie zaczepia go tamtejszy szeryf Will Teasle. Nie podoba mu się to, że na jego terenie pojawił się obcy włóczęga. Rambo trafia na posterunek, gdzie zostaje brutalnie potraktowany jak groźny bandyta. Kiedy jeden z policjantów chce ogolić go na łyso, pamięć podsuwa Johnowi traumatyczne wspomnienia z tortur przeżytych w Wietnamie. Rambo w brawurowy sposób ucieka z komisariatu, jednocześnie atakując policjantów. Wywołuje tym samym wojnę z lokalnym wymiarem sprawiedliwości; ta zaś rozgrywa się w pobliskim lesie. Co prawda idąc pod tym kierunkiem może nastąpić poczucie grozy, ale z drugiej strony wszelkiego rodzaju zaciekawienia i zachwytu poszczególnymi wątkami.




Sądzę, że dzięki tak idealnej akcji, w której dodatkowo dużą rolę odgrywa zawarta przestrzeń ten film nigdy mi się nie znudzi. Mamy dwa główne miejsca: Miasteczko Hope, w którym policjanci szykują się do znalezienia i pojmania Rambo i drugie, czyli las, w którym bohater jest zmuszony ukrywać się i szybko działać, aby uniknąć następnych komplikacji. Innymi słowy, przebieg akcji jest zwięzły i skupia się na jednej określonej rzeczy, na pewno nie ma żadnych przynudzających wątków, przy których chcielibyśmy usnąć, tylko wzbudzają się wrażenia, które towarzyszą nam do ostatniej minuty filmu. Z kolei końcowa scena również jest dosyć ciekawa, kiedy Rambo wspomina o dawnych czasach, które spędził ze swoim przyjacielem w młodości oraz cierpi z powodu jego straty. Ponadto, możemy nawet wysnuć pewną refleksję polegającą na zastanowieniu się, jakby to było znaleźć się na miejscu zagrożonego niepotrzebną wojną prywatną Rambo albo poszukujących go policjantów. W przypadku pierwszej sytuacji najpierw musisz znaleźć drogę ucieczki z miasta, do którego dotarłeś, a następnie bezpieczną kryjówkę znajdującą się wśród gęstego, zielonego boru i uważać na to, co się stanie dalej. W konsekwencji, Twoim celem staje się przerwać konflikt, w który popadłeś. Jeśli chodzi o drugą sytuację, to chcesz tylko znaleźć uciekiniera, ale z myślą, że za drugim razem Ty możesz wpaść w jego ręce. W dodatku las jako element przyrody staje się dla Rambo taką przestrzenią, w której on z kolei rządzi własnym prawem podczas, kiedy w miasteczku Hope robi to szeryf. Dwa miejsca akcji i dwie przeciwstawne sobie postacie, z czego jedna walczy o swój honor, a druga chce ją dopaść. Są wrażenia? Oczywiście, że tak. 

Jakby tego było mało, zbulwersowani policjanci mimo, iż zbieg cały czas siedzi im na skórze są przekonani, że współpracując z okoliczną Gwardią Narodową z łatwością uda im się znaleźć jednego człowieka, to tymczasem Rambo przejmuje wojskową ciężarówkę i podejmuje dalsze działania. Kilkunastu uzbrojonych ludzi, którzy angażują się w ukończenie swojej misji, a weteran wojenny, który zresztą ma nabyte swoje umiejętności potrafi ich z łatwością przechytrzyć. Natomiast szeryf siedzi na posterunku z myślą, że Rambo trafi w jego ręce, a gdy zapada noc, nakazuje mieszkańcom miasta pozostać w domach, gdyż podejrzewa jakąś "niespodziankę" i oczekuje na to, co dalej zrobi ten jeden człowiek, którego wcześniej posądził o włóczęgostwo. Większe znaczenie ma tutaj nie scenariusz, ale dany klimat, na który wypadałoby zwrócić szczególną uwagę. Zresztą, jeśli dobrze go poczujemy, spróbujemy utożsamić się z ukazaną przestrzenią lub zwrócimy uwagę na niektóre słowa wypowiadane przez bohaterów typu "On tam gdzieś na nas czeka", "Byliśmy we trzech, a on rozwalił nas jednym palcem" to wtedy możemy sobie pomyśleć własną sugestię odnośnie tego, że "To się nazywa doskonała akcja" lub "Lepiej być nie może". Istotną kwestią jest to, że pojawi się tylko jeden bohater, a poprzez jego czynności wydarzy się tak wiele. Od nieporozumienia z szeryfem po nieustanną walkę w obronie samego siebie.

Biorąc pod uwagę przedstawione kwestie ten film bardzo mi się podoba, uważam, że to jest majstersztyk zarówno dawnego kina, jak dzisiejszych czasów i ekranizacje tego typu powinno się produkować częściej, ponieważ będziemy oglądać je z ciekawością i miłą chęcią. A jeśli jesteśmy ich miłośnikami, to po pierwsze: Zawsze pozostają ciekawe rozważania lub refleksje co do wybranego filmu, a po drugie jak mamy do czynienia z jakimś naprawdę spektakularnym widowiskiem na ekranie, to później chętnie do tego powrócimy niejeden raz. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz