Po przeczytaniu poprzednich albumów serii, z zapartym tchem śledziłem kolejne przygody Asteriksa. Co mi się w nich podobało najbardziej? Pełne humoru przygody, w których z pomocą przyjaciół Asteriks nie tylko zmagał się z samym Cezarem, czy stawiał czoło rzymskim legionistom, ale i wybrał się w podróż do różnych krajów i zakątków świata, odwiedził wielu ich mieszkańców, a także wziął udział w igrzyskach olimpijskich. W najnowszym albumie autorstwa Fabcaro (tekst) i Didiera Conrada (rysunki) mamy natomiast do czynienia z pewną metodą, która stawia bohaterów w dość nietypowej sytuacji.
Czym jest Biały Irys? To koncept mocno powiązany z umiejętnością pozytywnego myślenia, powstały pod natchnieniem greckiej filozofii - jak to określa jego pewien rzymski nauczyciel pojawiający się w tejże przygodzie. Wkrótce wywiera on tak niepokojący wpływ na galijską wioskę, że jest on w stanie uśpić czujność jej mieszkańców i uczynić ich bardziej podatnymi na kolejną napaść Rzymian - główni bohaterowie poprzez metodę Białego Irysa niemal tracą dotychczasową umiejętność stawiania oporu za sprawą magicznego napoju dającego nadludzką siłę. Co z tego wynika? Do akcji wkracza oczywiście przebiegły Gal Asteriks szukający sposobu, aby przeszkodzić temu niby mędrcowi i obudzić swoich przyjaciół z tego aż zbyt pozytywnego stanu. Tym razem, zamiast zwrotów "Na Teutatesa, ale głupi ci Rzymianie", mamy poetyckie frazy typu "Człowieku wyrzeźbiony w marmurze", "Jak ta melodia pięknie pogłębia naszą wspólnotę", "bezcenne słowa ulatują z twych ust niczym chmara olśniewających motyli". Wszystko to zmierza do tego, aby zapomnieć o wszelkim krytycyzmie i nauczyć się żyć w zgodzie przede wszystkim z samym ze sobą... I nie dostrzegać wokół siebie ani jednego negatywnego aspektu (nawet jeśli jakieś niewłaściwe sytuacje faktycznie istnieją). Bo jak się wkrótce okazuje; Biały Irys to nie tylko pozytywne myślenie, ale i życie przy zdrowych zmysłach poprzez harmonię, czy też idealizację.
Ten niby rzymski mędrzec przedstawia swoją metodę Białego Irysa zarówno mieszkańcom galijskiej wioski, jak i legionistom z jednego z czterech warownych obozów rozstawionych wokół niej. Wygłaszając waleczne sformułowania daje do zrozumienia tym ostatnim, że wola walki to jest coś wewnętrznego, co wręcz płynie w ich żyłach. Wspomina także, że w kwestii konfrontacji na polu bitwy nie ma rozwiązania bez problemu - co stanowi klucz do zwycięstwa nad oporną wioską Galów. Oczywiście, z każdą chwilą sprawy zaczynają się coraz bardziej komplikować; dopóki nie dochodzi do ostatecznej klęski metody tego Rzymianina oraz do ponownego spotkania Galów z samym dyktatorem Rzymu, wszystko powraca do normy. Mamy szczęśliwe zakończenie, przy którym nawet niektórzy bohaterowie tej przygody byli wzruszeni. Bo w końcu niewiele brakowało do tego, żeby wioska dzielnych Galów była zmuszona się poddać. W porównaniu do poprzednich komiksów z tej serii uważam, że mamy zachowanego ducha oryginału, jeśli chodzi o barwny humor, pełną przygód akcję czy dotychczasowe standardy. Nasi bohaterowie nic się nie zmienili w czasie nowych przygód; Asteriks nadal dysponuje swoją przebiegłością i błyskotliwą inteligencją, Panoramiks dosłownie się nie starzeje, Obeliks nadal zajmuje się polowaniem na dziki i dostarczaniem świętych kamieni zwanych potocznie menhirami, a bard Kakofoniks nadal próbuje rozwijać swój muzyczny talent poprzez śpiewki, których finałem jest nic innego, jak oczywiście przywiązanie do drzewa. Muszę przyznać, że dawno nie miałem takiej przyjemności z samego czytania komiksu: nie nudziłem się ani przez chwilę, gdyż zarówno ta, jak i większość ciekawych przygód Asteriksa połączonych z wątkami historycznymi potrafi nieźle wciągnąć, tym bardziej sytuacje, w których radzi sobie bez pomocy magicznego napoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz